O widzisz to jest tak, czapeczka do pracy (Fred zakłada tyłem do przodu kaszkiet Kangola), a tu czapeczka na głosowanie (Fred zakłada army cap Kurtza).
Z rana małżonek rozmawiał z Aś, bo nadal szukamy prezentu dla mamy (może wszystkowiedzący smartwatch? Aś jako partnerka Azjaty stała się cennym źródłem wiedzy o markach, których nie umiem wypowiedzieć).
Kolejny słoneczny dzień w Irlandii; już widziałam kilka memów o tym, co się dzieje, gdy zrobimy pranie wszystkiego i nie ma co robić, a tu nadal pięknie. Kochany właśnie wyjechał do pracy na dziewiątą.
___
edit 10:45 pięknie, pięknie. Gdyby Fred był w domu, może nawet chciałoby się nam posiedzieć w ogrodzie zalanym słońcem. A tak to leniwie; wywiesiłam kolejne pranie, sprawdziłam rozkład jazdy autobusów (wyruszę do Drołdy dopiero po trzeciej; podobnie jak półtora roku temu, "nasza" komisja jest w Okonelu), rozmawiałam z mamą (oni też będą głosowali później, bo aura nie zachęcała do porannego wyjścia z domu).
___
edit 13:45 Aaaaaaa, zamyślenia nie są dobre, zamyślenia przypalają obiady! Musiałam wykoncypować na poczekaniu coś innego. Kartoffeln z jajkiem sadzonym, resztki wczorajszych buraczków, taki jest plan, git. Fejsbuczek mi podpowiada, że rodzice w południe czasu lokalnego wbili się na głosowanie (dokumentacja zdjęciowa jest, jak się należy).
___
edit 16:20 autobus zjawił się o czasie. Zaskakująco dużo ludzi jechało do miasta; z drugiej strony, mijaliśmy wieś zupełnie zastawioną samochodami, nawet najdalszy parking był pełny. Tymczasem deptak w Drołdzie w porównaniu z dniem powszednim mało ludny. Towarzystwo siedzi po kawiarniach, wśród nich ja.
___
edit 20:15 ależ wszystko potoczyło się ekspresowo: Kochany przebrał się, zabrał mnie spod Czarnej, szybko pomknęliśmy na Richmond St North (małżonek zaparkował niedaleczko, pod Donagh O'Daly house); w środku żadnej kolejki, po listach widać było, że największy tłok już się odbył; oddaliśmy swoje głosy i do domu, z chwilowym przystankiem na zakupy w Tesco.
Wróciliśmy na chwilę przed ogłoszeniem pierwszych przewidywań, a te są niestety bardzo przykre. O ile wynik alfonsa zupełnie mnie nie zdziwił, bo twardy elektorat jest odporny na rzeczywistość i ma dobrze zorganizowaną bańkę informacyjną, o tyle faszyści na miejscu trzecim i czwartym pokazują upiorny kierunek myślenia sporej części wyborców. Cóż, nie tylko w blogosferze odstaję.
bążur :-)
OdpowiedzUsuń@Teatralna, dzień mamy dobry, zaiste ;)
UsuńCzapeczki, rozumiem, chronią głowę Męża przed porywami wiatru i palącym słońcem....a włosy nie dają rady ??
UsuńZa wyjątkiem ekspozycji głowy na chłód, wiatr, bądź długotrwałe i ostre słońce (a to nie jest dzisiejszy przypadek), czapeczki noszę dla lansu, przed wojną zwanego fasonem.
UsuńPodzielam miłość do zakupów w TKMaxx, czuję co to jest potrzeba lansu...ale pytanie było o owłosienie głowy, że pozwolę sobie przypomnieć ...
OdpowiedzUsuń@Karuzelo, doprecyzuj: znaczy pytasz, czy mąż jest łysy? Czy raczej poprzez zadanie pytania krytykujesz, że nosi czapki? (w Polsce powszechna jest krytyka poprzez zadanie pytania, np. "nie zimno ci?" nie oznacza troski, tylko stwierdzenie "czemu się nie ubrałeś jak wszyscy, debilu?").
Usuń