Pobudka w sobotni poranek raczej późna (było dobrze po ósmej), oczywiście herbata, bo ja bez herbaty nie umiem, potem siedzę w ogródku z mamą, rozmawiamy o pierdołach, pokazuję jej jedno ćwiczenie z callaneticsu (chyba zajumiłam jej podręcznik z lat 90., muszę sprawdzić w domu).
Wylot mieliśmy zaplanowany dopiero na siódmą trzydzieści wieczorem; postanowiliśmy spakować się, wyjechać wcześniej na miasto i spędzić z rodzicami trochę więcej czasu. Najpierw zjedliśmy we czworo obiad w Českej besedzie; bardzo dobre miejsce, które chyba poddaliśmy rodzicom pod rozwagę, jako jeden z potencjalnych punktów leniwych wycieczek kulinarnych. Potem przeszliśmy się do Kota (rodzice podjechali), gdzie wypiliśmy trunki (gdy już siedzieliśmy, do lokalu wparowała Lusia ze swoją grupą, tylko się uścisnęłyśmy, były obietnice, że się zdzwonimy). Następnie tatko zaparkował w zdroju i zrobiliśmy małe kółko spacerowe.
Mimo wszystko byliśmy na lotnisku ze sporym zapasem, Fred jeszcze czekał, żeby nadać duży bagaż, znowu zasiedliśmy do stołu, mamie smakował krłasanty ;) (te lotniskowe naprawdę są dobre, ciekawe, gdzie zamawiają).
Upierdliwością podróży było przegrzanie: najpierw granatowa strzała rodziców (ta sama, która wiozła nas w podróż poślubną na wschód) miała zepsute chłodzenie. W samolocie za to klimatyzacja niby chodziła. Niby. Niech ich szlag. Lot — szlag ponowny. Na wstępie, w kolejce do gate'u sprawdzano rozmiary każdej walizki, Ryanair zaczął więc przechodzić samego siebie (nie, żeby mnie to dotyczyło, bo zawsze mamy pakunki w normie, moja walizka Wittchena na 10 kg ma dokładnie tyle cm, ile ma mieć, bez ściemy, ale jednak procedura podnosi ciśnienie). Potem wpadliśmy w burzowy wir powietrza nad Dolnym Śląskiem. Najprawdopodobniej, ponieważ walka pilota z nieistniejącym wiatrem w trakcie lądowania nasunęła Fredowi myśl, że ktoś tu się dopiero uczy, bo nie umi. Stres był, co tu kryć. W międzyczasie sytuacji stresowych dokończyłam czytanie e-booka Tak szybko się nie umiera Jacka Paśnika (W.A.B., 2024).
Plus trzyminutowego spóźnienia na autobus do Drołdy jest w zasadzie jeden: wracamy do sali przylotów i wrzucamy na ruszt ham & cheese popite sokiem jabłkowym (wiem, że w domu lodówka świeci pustkami). Odnoszę wrażenie, że wraz z przycięciem grzywki, zmieniła mi się osobowość na (jeszcze) mniej poważną; bagietki sprzedawała nam Hinduska, ucinam sobie pogawędkę; mimo zmęczenia chce mi się śmiać; po jedenastej wieczorem niebo nad Irlandią nadal jaśnieje.



Fajnie, że wakacje były udane.
OdpowiedzUsuńKiedy czujesz, że wracasz do domu?
Miłej niedzieli. 😘
@maskakropka2, zawsze kombinujemy tak, żeby były udane, nie jedziemy tam, gdzie spodziewamy się kłopotów ;)
UsuńDo siebie, czyli do domu tutaj? Dopiero po drzemce i śniadaniu. Faktycznie czuję, że domy mam dwa, choć ten w Polsce należy po prostu do przeszłości — jest mój, ale jednocześnie nie mój, trudno to wytłumaczyć.
Miłej niedzieli :)
Nasza ostatnia podróż była prawie idealna. Kupując bilet online amerykańskie linie zażyczyły sobie dodatkowo prawie 600 dolarów za zmianę miejsc czego nie zaakceptowałaś. Na lotnisku miła pani zmieniła nam bilety i siedzieliśmy razem. Niestety nie wszystkie drodze powrotnej, chociaż muszę przyznać, że nas obsługa zaskoczyła, wezwano nas przed odlotem i Hiszpanka przepraszała że nie ma miejsc obok, ale usadziła nas w tym samym rzędzie. Dla odmiany w samolocie było zimno. Do tego doszedł stres kontroli. Przed odlotem przysłali email, że jak nie będziemy na lotnisku 3 godziny przed i nie podamy danych o jakie proszą to mają prawo odmówić wstępu na samolot. Jakie dane? Paszpirt nie wystarczy? Na szczęście nikt niczego ekstra nie wymagał, ale byliśmy 3 godziny wcześniej, jedzenie w miare smaczne.
OdpowiedzUsuńStraszna literówka, tak to jest jak pisze się o 6tej rano.
Usuń@artdeco, przeleciałam nad literówką i zrozumiałam (nie jestem małostkowa :D). U was wydaje się to jednak bardziej skomplikowane (te tzw. dane przed odlotem - może chodzi o to, że chcą drugi raz sprzedać miejsce? Mojej szefowej coś takiego przydarzyło się w Paryżu, kiedy przyjechała na lotnisko jej miejsce już dostał ktoś inny).
Usuń