Strony

piątek, 20 czerwca 2025

2012. Lubię przejść się ...

... w przerwie w pracy po mieście, a gdy mam na sobie lniany płaszcz i pork pie, to już szczególnie. Po prawdzie, nigdy nie czułam się w swoim ciele tak dobrze, jak teraz, z łbem siwym, w szerokich spodniach, które chwilowo są modne. Czyli że wychodzę i zbieram hołdy. A nawet jeśli nie, to tak sobie wyobrażam, więc idę krokiem szerokim, zamaszystym, powiewając ogonem płaszcza, aż lokalni dziwacy uprzejmie schodzą mi z drogi.

Po wysłaniu kilkudziesięciu załączników nastąpiła cisza w eterze; współpracownica wyczuwając, że wszyscy wracają do domu, wyszła w południe zalecając mi toż samo. Postanowiłam trochę poczekać, nie czuję się jeszcze dość pewnie. Pożytek taki, że zaczęłam czytać niedawno nabytą Europejkę Gretkowskiej. Pojęcie mam o autorce żadne, więc tym chętniej się zapoznaję (doczytałam pamiętnik do lipca i zostawiłam książkę w pracy planując sobie we łbie, że w weekend skupienie będzie na Gorzko, gorzko).

Kochany zajechał Babcią o umówionym czasie i wyruszyliśmy do El Paso. Suszi. Kawa w Trzecim Miejscu. Spacer Clanbrassil, więc księgarnia, książka (tomik wierszy z autografem poetki lokalnej) nabyta tylko dlatego, że w jednym z tekstów pojawiła się nazwa naszej wsi. Zapytałam też o książkę Eileen, tę, której nigdzie nie mogę znaleźć; nie mogłam się oczywiście powstrzymać od przybajerzenia, że znam autorkę, znałam, gdyż ... 

Wędrując po mieście zostaliśmy zaczepieni przez pewnego pijaczka, który koniecznie chciał uścisnąć Kochanemu dłoń. Ciepło. Zauważyłam, że dwa znane nam murale zamalowano nowszymi dziełami: zamiast muralu Tellasa upamiętniającego dr Thomasa Coultera na 18 Francis St objawił się koń ze skrzydłami, a Edward de Bruce przy 1 Earl St zyskał nową odsłonę, całkiem zresztą ciekawą. Gdzieś tu niedaleczko go koronowali, tego Edwarda; korony długo nie nosił.

Wróciliśmy do domu po siódmej. Zajrzałam na chwilę do Anne, potwierdzić, że będę mogła się opiekować jej imigrantami, jeśli tylko jej nieobecność nie przypadnie w czasie, gdy będziemy koczować u przyjaciół.

Mleczaki są u nas już tydzień. Bronka wydziera się wniebogłosy prosząc o jedzenie, Mania zaskoczyła mnie miaukami przedsennymi, mały attention seeker (zanim wtuliła się we właściwe miejsce miau miau miau i miau). Bałagan, ale na zewnątrz pięknie, dużo prania powiewało dzisiaj w letnim wietrze. Wolny weekend. Sztos.

2 komentarze:

  1. Trzeba będzie wybrać się na fotografowanie, bo w mieście powstało dużo nowych murali. Jeden dosyć stary zamalowano na szaro i chyba nowy właściciel nie ma zamiaru robić nowego. Miłego weekendu, ja mam nadzieję siedzieć w domu, bo ma być ponad 40C.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @artdeco, takich obrazków pojawia się u nas sporo, ale zaskoczyło mnie, że nowopowstałe murale pojawiły się w miejscach, gdzie poprzednie były jeszcze całkiem do rzeczy. Znając irlandzką logikę: całkiem możliwe, że jest to sposób na wsparcie lokalnych artystów :)

      U nas też gorąc, stopni 22 :D

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.