Do pracy. Miało padać, nie padało, dopiero wieczorem na okno poleciały jakieś smarki. Skończyłam czytanie Rejwachu Grynberga (Nisza, 2017). Rozmowa uaktualniająca z mamą (w sumie chodziło mi o przypomnienie, kiedy nasz polski samochodzik powinien mieć przegląd, ale poszło gładko o wszystkim) oraz rozmowa życiowa Freda z Wu, obydwie długie, rozlewające się na resztę domowników i okolicę (wyszłam pokazać mamie ogniste kwiaty lucyfera, fiolet lawendy oraz róż hortensjowy; brat z bratem rozmawiali kodem politechnicznym, a że wstęp do logarytmów zdecydowanie przespałam, musiałam się po czasie posiłkować tłumaczeniem mężowskim oraz AI podpowiadającym dyskretnie, ile wynosi liczba Eulera).
Dziwny ten czerwiec, jakiś taki zanikający, wyblakły, prześwietlony: gdy w pierwszym tygodniu grupa sobie poszła za horyzont, odczuwałam jakby był już lipiec, a z kolei dzisiaj, gdy mentalnie przygotowywałam się do podliczania miesiąca, chciałam robić podsumowanie maja.
Fotowyjątki z czerwca:

2.71828. Się naużywałam tego w ostatnich latach. Mnie dzisiaj siekło, że to nie maj, a lipiec zaraz. Tylko ja się ucieszyłam, bo to już bliżej do października.
OdpowiedzUsuń@Natthimlen, właśnie dopiero dzisiaj załapałam, że połowa roku 25 zniknęła na dobre.
UsuńTo że emerytkom czas upływa w zawrotnym tempie, dziwne nie jest...ale osobom mającym zatrudnienie poza domem ?!? A znacie dowcip o pijaku, który patrząc na wentylator zawieszony na ścianie, pomylił go z zegarem [ też wiszącym ale w innym miejscu] i wyszeptał: ale ten czas napier...
Usuń@Karuzelo, ale dlaczego dziwne nie jest, że emerytkom czas upływa w zawrotnym tempie, a pracującym to już dziwne? Nie rozumiem.
UsuńMariusz Sz. z Tajemniczym Okiem w tle 🙂
OdpowiedzUsuń@Aśka, i owszem :)
Usuń