... był deszczowy piątek. Najpierw trochę pracy, nienudnej, ale też niezbyt wymagającej (składanie folderu pokontrolnego i skanowanie papierów). Szybko skończyłam, po dwunastej już pakowałam się do Babci. Pojechaliśmy z Kochanym na zakupy do Tesco i TK Maxxa; poza spożywczymi różnościami na weekendowe śniadania, szukałam dezynfekujących sprejów, nowego kocyka dla Mleczaków i spodenek do ćwiczeń. Wszystko to znaleźliśmy jak się należy i w nasilającym się deszczu dojechaliśmy jeszcze do Costy (budynek otoczony zasiekami, gdyż dobudowują to nieszczęsne drive-throu jak zapowiedź upadku cywilizacji). W domu byliśmy o trzeciej.
Kochany zrobił obiad. Po czwartej, z uwagi na mokre bździny na zewnątrz, planów spacerowych brak, siedzimy w sypialni, z laptopami, a Mleczaki śpią w fotelu Freda w Kuchniosalonie. Ostatnio zaczęłam na YT oglądać Emisię, fajne rzeczy powiedziała wczoraj o strachu przed oceną. Mietczynskiego starego też się oglądało, a co. Ogólnie wieczór spędzony obibocko; Mleczaki dostały super smaczną kolację i oblizywały się po niej naokoło małych mordeczek. Nad wybrzeżem przeszedł silny wiatr, Kuchniosalon się nam wychłodził aligancko, pierwszy raz od dłuższego czasu (od kiedy mamy Mleczaki). Jogurt z granolą i zapraszamy łykendzik.
___
edit 22:51 mąż przedstawił mi przed snem układ taneczny :E
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.