Kochany przyjechał po mnie rano i zawiózł mnie do pracy. W przerwie byłam na kawie z książką. The Summer Book Tove Jansson (Sort of Books, 2022) zaczęłam czytać już wczoraj późnym wieczorem. Dodatkową radością natchnęła mnie wiadomość, że ja tu sobie czytam, a przecież niedawno weszła do kin ekranizacja z Glenn Close. Co jeszcze wymyśliłam w związku z tym tekstem? Chciałabym posłuchać wersji audio, ale po szwedzku. Pomaszerowałam również na drugą stronę rzeki, o tak:
Po południu zwinęliśmy się z miasta niby szybko, już już wjeżdżaliśmy na naszą ulicę, ale trzeba było zawrócić, najpierw do jajomatu, potem na stację benzynową. Czyli po pół godzinie znaleźliśmy się mniej więcej w tym samym miejscu :D
Na obiad kartofflen z koperkiem, kefir i jajka, po obiedzie kocia drzemeczka, a potem koci spacer. Ileż ludzi dzisiaj maluszki poznały — zajrzeliśmy do Anny u której były dwie sąsiadki, zaczepili nas członkowie rodziny sąsiada z prawej, w końcu pod naszym domem przechodziła Iva z Lucy. Ileż zapachów, jaka dżungla i przygody!
Więcej kocich zdjęć na kocim blogu, bo inaczej w nich utonę :)
Kochany musiał pojechać do Pieseła, chyba trochę bez entuzjazmu wobec wszystkich kocich czułości dnia dzisiejszego. Rzutem na taśmę jeszcze przywitał się z Anne szczęśliwie powróconą na łono osiedla po dłuższym pobycie na zachodzie. Zbyt późno umyłam włosy, będzie ślęczenie, picie herbaty, czytanie historii.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.