... zaczął się źle. Najpierw informacja o śmierci Kołaczkowskiej, potem kot, którego dokarmiam w czasie nieobecności Anne, zabił kosa przylatującego do naszego ogrodu. Poinformował mnie o tym, wrzeszcząc w niebogłosy, z ptakiem w pysku. Więcej się do niego nie odezwę.
W pracy lepiej, audyt finansowy odbył się ekspresowo; jedna osoba sprawiła nam przyjemność wpadając zupełnie niespodziewanie i poprawiając statystykę, o innej dowiedziałam się z emilka. Już o drugiej byłam gotowa do wyjścia; wcześnie, więc pojechaliśmy do El Paso na naleśniki, tym razem podane jak się należy.
Powrót z El Paso w deszczu, z płytą kamienną The Cure:
— Kjurowe takie, mówię.
— Tak, Beksiński spokojnie mógłby się chlastać.
— Tylko, że już się pochlastał. Właśnie dlatego uważam całe to chlastanie za przereklamowane.
— Jednorazówka, filozoficznie przytaknął małżonek.
W domu, Fred zrobił obiad (długo przygotowywał wołowe kotlety mielone, gdy konwersowałam z mamą o naszych myszach — mama podzieliła się kocimi wiadomościami z domu: dzika kotka, która zrobiła rodzicom prezent w postaci kociąt, została dwa dni temu wysterylizowana, i goi się jak na kocie). Wieczorem wyszliśmy do ogródka; Kochany pochował kosa pod kwiatkiem, który kupił jakiś czas temu. Kwiatek nazywa się kangurza łapa albo anigozanthos. Resztki murawy oraz parę obciętych badyli wyniosłam na Rysiową górkę; tak niedawno pan kos kładł się tam i zażywał słonecznych kąpieli. Teraz myślę sobie, że przybysz regularnie przepłasza nam ptaki, o przerażonym hałasie porannym u skrzydlatych sąsiadów już nie wspomnę, bo to nie może być dobry zwiastun.
Folguję sobie ostatnio, nie ćwiczę prawie wcale; zamiast tego poświęcam czas na oglądanie najnowszego mietczynskiego (z Kochanym), który nadal jest w deserowym czerwcu. No i świetnie, Fajdrosa jeszcze ogarnę (już przeczytałam, zostały jeno przypisy i komentarze).

kjurów nauczył mnie Kaczkowski. uwielbiam. taka byłam wtedy mroczna.
OdpowiedzUsuń@Teatralna, ja na ten przykład byłam z kolei zawsze nie w czasie. Kiedyś nie słuchałam, teraz słucham, a gdy inni słuchali, u mnie leciało The Doors.
Usuńno ba, Dorsów też słuchałam :-)
Usuńwidzę, że klimaty muzyczne mamy podobne.
@Teatralna, teraz słucham bardzo szerokie spektrum, ale taki był zaczyn. A w 1985 słuchałam Modern Talking :D
UsuńBoszzz... Cure garściami. Mój imidż zanim zepsuł się to były włosy Roberta, czarny sweter, albo krawat ojca. No aż znów usłyszałam w głowie tę audycję, ostatnią. Beksiński mnie zaraził. I odwrotnie niż Teatru, wszędzie Dorsi, a ja nie.
OdpowiedzUsuń@Natthimlen, audycji Beksińskiego nie słuchałam, ale uważam jego postać za interesującą. W ogóle, zjawisko kierowania gustem publiczności w obliczu niedoboru jest interesujące (w efekcie przecież, w radiu lat 80. ludzie słuchali takiej muzyki zachodniej, jaką znajomi Beksińskich przypadkowo zgarnęli w sklepach za żelazną kurtyną).
UsuńTo prawda. Żyłam trójką i Rozgłośnią harcerską. Szło jak leci, bez przerwy. Jak rano włączone, to przed snem, albo i nad ranem wyłączone. Tak hartowało się moje muzyczne serce.
Usuń