Kochany chciał zawieźć Ka prezent urodzinowy, ale najpierw nie wziął go do miasta, więc musieliśmy jechać przez wieś, a potem nie wziął ponownie (wypakował zakupy, pokazał mi nowego kwiatka w doniczce, jednak wody toaletowej nie spakował). Czyli podjechaliśmy do El Paso tylko na naleśniki, które nagle postanowiono zaserwować po hamerykańsku, żeby było na bogato (lubię jak pancakesy są na talerzu rozłożone, a dostałam stosik, jak na obrazkach z Internetu — taki mój problem pierwszego świata).
Wracaliśmy do domu opłotkami, przez Blackrock, i niebieską plażę na której zrobiliśmy krótki postój. Nieco wietrznie, ale not too bad. W czasie spaceru szukałam kamieni i nawet kilka wzięłam ze sobą do domu.
Po powrocie szybko uderzyłam w kimono. Gdy się obudziłam, zadzwoniłam do Kochanego. Mąż odebrał w Kuchniosalonie telefon z sypialni i ustaliliśmy, co będzie na obiad :E Wątróbka jagnięca z pieczywem. Przy preparowaniu wątróbki Fred konwersował z Krakuską (wiadomo dlaczego, koty przecież trzeba pokazać); po przywitaniu się, wycofałam odwłok do sypialni i zadzwoniłam do mamy zapytać, jak tam im się żyje. Otóż żyje się im tak, że gorąc straszny i mama się rozpływa. Ale też żyje im się tak, że mają światłowód podłączony i ekran tv jest teraz wielki jak boisko. Na tym boisku zaś w technikolorze płonął dach. Pożegnałam się dość szybko, bo rodzice zafascynowani pożarem, a ja wątróbką, ale zaczęłam zgłębiać treści podczas posiłku, ponieważ w marcu'23 podziwialiśmy okolicę z balkonu w Ząbkach. Kochany poruszony wiadomością sprawdził dokładny adres przyjaciela; szczęście w tym nieszczęściu jest takie, że płonie blok obok (co w tragedii mieszkańców bloku po sąsiedzku niczego nie zmienia).
Od dzisiaj Mleczaki mają wykupiony własny plan u weterynarza (Bronka znowu próbowała swoich sił twórczych w miejscu na IBAN wpisując łapulkami gwiazdki i literki). Ależ te bobki są fajne. Nie wiem czy dopiero teraz odkryły, że można sobie w drapaku na piętrze siedzieć razem, ale, gdy zrobiło się cicho po kolacji i zajrzałam do norki, ze skryty gapiły się na mnie dwie pary oczu.

Też oglądałem ten pożar w Ząbkach. Ogień jak na nowe budownictwo rozprzestrzeniał się zadziwiająco skutecznie.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, fuszerka budowlana, albo podpalenie, trudno wymyślić inne opcje.
UsuńMój Bąbel nigdy nie zaakceptował schowka, choć z drapaka dość często korzystał- głównie do wspinania i zabawy.
OdpowiedzUsuń@BBM, mnie tak ucieszył ten wieczór, bo dziewczyny mają drapaka-budowlę od początku, ale dopiero teraz zainteresowały się nim na poważnie. Z kotem nigdy nic nie wiadomo, kupujesz pałac, a on wybiera karton po butach :D
Usuń