... w pracy; skończyłam czytać Fajdrosa (wolnelektury.pl), ale to jest ten przypadek, gdy tekst nie trafił na dobry czas. W południe spotykamy się z Kochanym w Czarnej, pijemy kawy i wracamy do samochodu. Dzień szary i deszczowy, gdzieś jednak w czasie naszego przemieszczania się, na miasto opadło gorące powietrze. Gdy robiliśmy zakupy w sklepie dla zwierząt i Lidlu, nie mogłam chodzić w kurtce przeciwdeszczowej, taka duchota.
Popołudnie w domu. Kochany usmażył wątróbkę. Na pewno drzemałam. Zaktywizowałam się w którymś momencie, gdy małżonek zadzwonił do swojej mamy, żeby mieć z głowy życzenia (wykład zrobiłam o kotach, średnio przytomna). Nowa lektura: Wyznania hohsztaplera Feliksa Krulla Manna z biblioteki w Dublinie.
zazdroszczę deszczowego dnia...
OdpowiedzUsuń@AgaAgra, tutaj każdy dzień jest inny, poza tym deszcz wcale nie wykasowuje upału.
Usuń