Strony

piątek, 15 sierpnia 2025

2067-2068. Zagęszczenie sytuacji.

Czwartek.
Kolejny ładny dzień. W pracy najpierw pojawił się Czarli, potem Li. Nawet przyjemnie się rozmawiało. 

Zaczęłam wczoraj oglądać peerelowski film z Mikulskim, Powrót na ziemię (1966). Dokończyłam dzisiaj. Starocie nieźle mi wchodzą, nawet gdy nie są najwyższych lotów. Sentymentalna się zrobiłam.

Kochany przywiózł mnie do domu przed czwartą. Kiedy zjedliśmy Fredowy obiad, trochę odpadłam, wybrałam się na drzemkę i przegapiłam krótki deszcz, który spadł na wybrzeże. O siódmej wyszliśmy z dziewczynkami do ogródka: mały Ethan podszedł i zaczął robić koteczkom zdjęcia; odwiedziliśmy też Anne, która wróciła z kilkudniowej podróży (Mańka niczego się nie bała i nawet ostrożnie zaczęła zwiedzać korytarz jej domu).

Wieczorem do wsi wkroczyła morska mgła.

Piątek


Dzień o mewie. Idąc z biura do Biura zauważyłam na środku dwujezdniowej drogi krążącego bezcelowo młodego ptaka. W widoczny sposób coś mu dolegało, bo nie podrywał się do lotu, tylko człapał. Miałam chęć zignorować całą tę nieprzyjemną sytuację, ale gdy byłam już bardzo blisko wejścia na schody do osiedla, jednak się nie dało. Wtargnęłam na jezdnię, z łatwością złapałam stworzenie i machając do kierowcy najbliższego samochodu, poszłam z tym dziwnym pakunkiem w rękach na schody. Wypuściłam mewę na łące, ale o niej nie zapomniałam; kiedy wracałam, była w zupełnie innym miejscu, gnieździła się w wysokiej trawie. Po powrocie do biura postanowiłam poszukać jakiegoś przybytku leczącego dzikie zwierzęta, dodzwoniłam się do miłej Sophie obsługującej hrabstwo Meath. Rozumiałam jej logikę: zdecydowałam się po pracy wrócić do mewy i sfilmować jak się zachowuje, ewentualnie zabrać ją do Sophie (moja rozmówczyni chciała się upewnić, że to nie ptasia grypa). Nawet zaangażowałam w to już Kochanego, który do miasta przyjechał z dużym pudłem po butach. Gdy jednak zaraz po pracy pojawiłam się na ścieżce, mewy nigdzie nie było. Może ktoś jej pomógł — jest to możliwe, wokół tego miejsca była wydeptana trawa — albo, co bardziej prawdopodobne, mewa schowała się głębiej we wszechobecnych chaszczach. Nie lubię takich sytuacji, poczucia bezsilności.

Dobro, które z tego wynikło: po zakupach podjechałam z Kochanym do osiedla na wzgórzu i zaparkowaliśmy przed niedawno otwartą kawiarnią. Najpierw jeszcze raz doszliśmy z Fredem do miejsca, gdzie po raz ostatni widziałam mewę, rzuciliśmy okiem na panoramę miasta, potem rozsiedliśmy się w kawiarni. Chwilę rozmawiałam z obsługującą nas Poliną. Ukraińskie miejsce; jeszcze do niego wrócę.

Kochany zrobił sałatkę grecką à la Fred (do tego krewetki z portu i bagietka); bardzo zacny obiad. Pogoda nadal przecudna, więc po piątej wyszliśmy z myszami do ogrodu. 

Wieczorny spacer (jedna z ruin po starym budynku na Nadbrzeżnej, gdzie kiedyś robiłam zdjęcia kotka, zniknęła na dobre, w tym miejscu pojawiły się już fundamenty nowego domu; za to na plaży są już galaretowate ciała lwich grzyw):


Zrobiłam ponad trzynaście tysięcy kroków.
Myszy są bezustannie wspaniałe.
Maniusi wypadają dolne perełki.

3 komentarze:

  1. Cześć. Ciekawi mnie sałatka grecka à la Fred 😁 A 13 tys kroków to już prawie zapas na dwa dni łącznie.

    Mam nadzieję że mewa jest gdzieś w swoim świecie - że fruwa sobie nad wodą i jest wdzięczna za pomoc, bo gdybyś jej nie zdjęła z jezdni mogłoby być gorzej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Feta, czarne oliwki, ogórek, pomidory koktajlowe, sałata lodowa, oliwa, ząbek czosnku, rozmaryn, pieprz.
      Ucierasz pieprz z oliwą, pieprzem i rozmarynem. Dodajesz wody, by wyszło jakieś 150 ml zawiesiny. Odstawiasz.
      Kroisz serek feta, ogórki i pomidorki na kawałki wielkości oliwek. wszystkiego ma być mniej więcej tyle samo, dajmy na to 50 oliwek, 50 kawałków ogórka, 50 kawałków pomidora, 50 kawałków fety. do tego dorzucasz szarpaną sałatę lodową tak, by nie zdominowała całej reszty, a była tylko jednym ze składników. Mieszasz zawiesinę oliwy i wlewasz na sałatkę, czekasz 5 minut, aż grawitacyjnie obcieknie, a potem delikatnie mieszasz, żeby nie zmiażdżyć pomidorów, czy kawałków fety. Odstawiasz na 10 minut i jesz. Najlepiej z krewetkami z Morza Irlandzkiego, świeżo złapanymi. Nie mam nic przeciwko innym krewetkom, ale te są nasze!!!
      -Fred, ten Fred.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.