Strony

poniedziałek, 1 września 2025

2085. Pierwszy dzień szkoły.

Kif, Dżajmi, Tomasz, Wiki, Abi, Emi, Emilia. Dzień minął szybko i poza kwestiami organizacyjnymi, jak zwykle o tej porze roku szarpiącymi nerwy, bezproblemowo. Stosując się do mądrości ludowej Szefa: jutro rozwiązuje sporo problemów przez samo swoje przyjście. Kochany był w tym czasie w stolicy, w szpitalu, na drugim w tym roku CT scanie; przed zakończeniem mojej szychty zdążył coś przegryźć i odebrał mnie z miasta. Po czwartej od razu rzuciliśmy się do robienia obiadu.

Anne wróciła w czasie, gdy byliśmy z Kocóreczkami na spacerze: wydarzyło się tak, że sąsiadka przez chwilę potrzymała na rękach Siuśkę Maniuśkę (w niektórych sytuacjach bardzo jest rezolutna ta nasza gapcia). A to kolejne odważne spotkanie Siuśki Maniuśki z imigrantem (Bronia Brylska akuratnież jest z lewej, poza kadrem):

Dwa wideotelefoniczne kontakty Freda z bliskimi ludźmi: rozmowa ze Zbyniem potwierdzającym, że ktoś nam znany rozwiódł się był jako wykrakaliśmy, rozmowa ze szwagrem w intencji chwalebnej, opieki nad Kocóreczkami w październiku.

Pochłonęłam granolę i mam wszystko w nosie. Powinnam zabrać się za Kazantzakisa (niedługo mam zamiar oddać go rodzicom), ale tymczasem kolejna Hjorth mnie namawia, że może ona. Może ona :)

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. @Aśka, krakanie to tylko wymiana obserwacji, czyny zaś należą do czynników ;)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. @Dariusz, sąsiad-lokator schował się za lawendę i obserwował, ale myszy nie odpuszczały, nie miały zamiaru zniknąć, więc w końcu udał, że się znudził i przeciągając się ruszył do odwrotu ;)

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.