Kif, Dżajmi, Tomasz, Wiki, Abi, Emi, Emilia. Dzień minął szybko i poza kwestiami organizacyjnymi, jak zwykle o tej porze roku szarpiącymi nerwy, bezproblemowo. Stosując się do mądrości ludowej Szefa: jutro rozwiązuje sporo problemów przez samo swoje przyjście. Kochany był w tym czasie w stolicy, w szpitalu, na drugim w tym roku CT scanie; przed zakończeniem mojej szychty zdążył coś przegryźć i odebrał mnie z miasta. Po czwartej od razu rzuciliśmy się do robienia obiadu.
Anne wróciła w czasie, gdy byliśmy z Kocóreczkami na spacerze: wydarzyło się tak, że sąsiadka przez chwilę potrzymała na rękach Siuśkę Maniuśkę (w niektórych sytuacjach bardzo jest rezolutna ta nasza gapcia). A to kolejne odważne spotkanie Siuśki Maniuśki z imigrantem (Bronia Brylska akuratnież jest z lewej, poza kadrem):
Dwa wideotelefoniczne kontakty Freda z bliskimi ludźmi: rozmowa ze Zbyniem potwierdzającym, że ktoś nam znany rozwiódł się był jako wykrakaliśmy, rozmowa ze szwagrem w intencji chwalebnej, opieki nad Kocóreczkami w październiku.
Pochłonęłam granolę i mam wszystko w nosie. Powinnam zabrać się za Kazantzakisa (niedługo mam zamiar oddać go rodzicom), ale tymczasem kolejna Hjorth mnie namawia, że może ona. Może ona :)

No i ładnie to, tak krakać? 😉
OdpowiedzUsuń@Aśka, krakanie to tylko wymiana obserwacji, czyny zaś należą do czynników ;)
UsuńFajne zdjęcie.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, sąsiad-lokator schował się za lawendę i obserwował, ale myszy nie odpuszczały, nie miały zamiaru zniknąć, więc w końcu udał, że się znudził i przeciągając się ruszył do odwrotu ;)
Usuń:) No i fajnie. To nie Twoja wina.
OdpowiedzUsuńCo nie jest moją winą @Tomku? :D
UsuńRozwód.
Usuń@Tomku, ba, z tym rozwodem zdecydowanie nie miałam nic wspólnego ;D
Usuń