Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chłopcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chłopcy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 sierpnia 2023

1328. Sobota.

Deszcz. Kochany jeszcze śpi, wrócił z Dublina o północy. Kot już śpi, wrócił nie wiadomo skąd nie wiadomo kiedy (zjadł śniadanie i zdecydował się mi towarzyszyć śpiącym kotem w Kuchniosalonie). Zamknęłam okno w sypialni, bo woda uporczywie zaciekała na wewnętrzny parapet. Spokojnie, wieś też drzemie. Symfonia Haffnerowska zagrana przez the Royal Concertgebouw Orchestra pod batutą Haitinka.
___
edit 10:08 Jeszcze bardziej adekwatny jest zbiór koncertów na flet i obój (Manco & Pecolo, 2020).
___
edit 11:15 "Nie najadłszy się" — imiesłów przysłówkowy uprzedni od czasownika "jeść". Patrząc w dal za kotem, z dobrą minutę próbowałam to to utworzyć i wypowiedzieć w zdaniu. Na szczęście Fred już wstał i mi pomógł. 
___
edit 15:20 Robota się ślimaczy, nawet byłam na kwadrans w ogródku, powyrywać chwasty i żeby dać oczom odpocząć. Kochany z rękami w mielonych, będą na obiad (w buraczkach). Akurat Ka zadzwonił z zaproszeniem na kawę i film oraz pomysłem, że może jutro pójdziemy we trójkę w góry (Mam ręce w mięsie, ale żona mi trzyma, możesz mówić, rzekł Woland). Już się umówiłam na spotkanie statystyczne w niedzielne popołudnie, ale mąż dostał zgodę ustną na wyjście z przyjacielem ;)
___
01:15 Wróciliśmy do domu przed pierwszą. Seamus i Damhnaic zrobili digestivy z cukrowymi piankami (bardzo słodkie dziadostwo). Obejrzeliśmy w czwórkę Bez skazy (1999) z nieodżałowanym Philipem Seymourem Hoffmanem (to chyba jeszcze z czasów, gdy przebieranki były dla aktorów ryzykowne); film taki sobie, Hoffman jak zwykle epicki. Była dolewka herbaty zielonej. Dopiero pod koniec dnia zorientowałam się, że silny poranny deszcz zawdzięczaliśmy sztormowi Antoni, pierwszemu imiennemu w tym sezonie (który to sezon zaraz się kończy). Lepiej późno niż wcale. 

sobota, 27 maja 2023

1258. Dookoła komina.

Tatko przyjął życzenia, zadowolony, zmachany, bo ciął żywopłot przed domem. W Polsce już bardzo ciepło, temperatura przekracza 25 stopni. Poza pisaniem (ach, jak mi się nie chce, także o tym mówić), spacery dwa: naokoło komina z kotem, oraz spacer nad morze. Z kotem, bo nie dało się go ominąć, odpoczywał w cieniu samochodu i czekał:



Dzieci sąsiadów zainteresowały się spacerującym Ryszardem, więc został wygłaskany i po zrobieniu kółka, zmęczony, na powrót padł jak kawka pod samochodem. 

Na plaży tłum dość anemiczny, jakby ludzie nie do końca obudzili się po piątkowej imprezie. Zaczęło się zagęszczać, gdy już wracaliśmy (skręciliśmy, żeby ominąć wątpliwą przyjemność słuchania umc, umc, umc).



Spóźniłam się z zabraniem aparatu do podglądania jaskółek, młode już wyleciały, ptaki od czasu do czasu wlatują do domków, ale trudno je uchwycić (nie ma festiwalu skrzydeł, który tak przyciągał uwagę kilka tygodni temu, widać też osypisko, zwykłą rzecz przy tylu gniazdach pełnych piskląt w jednym miejscu) .


Doszliśmy do pierwszego osiedla pod którym zbudowano solidne umocnienia brzegu, wdrapaliśmy się na nie i jakiś czas siedzieliśmy machając nogami, grzejąc się w słońcu i robiąc zdjęcia.



Jeszcze dwie fotki z drogi powrotnej, ptaszek ...


... i ciepły kamień:

 
W domu był obiad, moje zmęczenie z którym walczyłam dzielnie oraz picie yerby przez Freda (w ogrodzie; w towarzystwie kota):


Już miałam się do reszty zwinąć w kulkę, gdy Ka & Jot zapowiedzieli się z wizytą (wcześniej byli na rybce w porcie). Przy stoliku przez ponad godzinę krzeseł było sześć, a kubki ślubne bytujące na półce zamontowanej nad drzwiami przeszły chrzest bojowy:


(minął nas Majkel, tak pijany, że ledwo trafił we własne drzwi) 

Chłopcy znaleźli sobie zajęcie, Seamus pokazywał mi swoją obszerną kolekcję kart z piłkarzami, Damhnaic po zjedzeniu lodów testował cierpliwość Ryszarda (kot się nie poddawał, siedział niedaleko gości, w ogrodowej zieleninie). Pod wieczór zrobiło się chłodniej, przyjaciele się zwinęli, my zajęliśmy się swoimi sprawami (była chwila rozmowy z Katlin wzburzoną faktem, że Ethan nie chodzi do szkoły, bo go matka wypisała i szuka nowej placówki; chłopiec ma stwierdzone zaburzenie zachowania, sąsiadka mówi nam o tym w tajemnicy; przytaknęliśmy, że faktycznie nie mieliśmy pojęcia, chociaż wiemy od dawna, bo mamy oczy). Jestem po prysznicu, czeka mnie jeszcze sporo pracy, a niechciej dolega.

piątek, 23 września 2022

1012. Życie wsiowe.

Wracając do wczorajszego wieczoru, chłopcy rosną jak na grzybach (czy nie powinnam napisać, że jak grzyby po deszczu? się nagle zastanawiam ... drożdże to też grzyby, mówi Fred; ach, czyli o to mi chodziło, no dobra, zostawiam to w spokoju), pokazali nam zadania na literowanie z angielskiego i irlandzkiego. Rozśmieszyło mnie, gdy jeden z nich zaanonsował nas jako "our friends". Chyba nie mają nic przeciwko naszym wizytom, Ka kupuje wówczas ciasto czekoladowe :D

W głowie zaczynam robić plany "na Polskę". Rozmawiałam rano z mamą (jeśli weźmie urlop, pojedziemy razem do Wro szwendać się po mieście). Podbiję legitymację studencką, pójdę do fryzjerki i kosmetyczki, będzie grzebanie w domowych archiwach.

Po śniadaniu wyszliśmy z Kochanym na spacer, żeby zobaczyć różne rzeczy, np. to szpacze radio:

Na plaży zaczął się odpływ, morze było bardzo spokojne, duże stado mew spało na skałach przy drodze na klify, a za migoczącą taflą wody na południu widać było półwysep Howth:


Drepcząc tak bez celu na południe znalazłam szkło morskie niecodziennej urody:

Ponieważ "na plażę" noszę zazwyczaj tę samą kurtkę, oto aktualizowana zawartość mojej kieszeni:

Od lewej: kawałek interesującej skorupy z bliznami, najprawdopodobniej po pąklach, kawałek taniej ceramiki, nadłamana muszla przegrzebka podniesiona z plaży z powodu różowego koloru, mleczny kwarc, szkło morskie w seledynowym odcieniu z poprzedniego zdjęcia, za nim szkło znalezione kiedyś tam wcześniej (zielone), krzemień, skorupa kraba znaleziona tydzień temu. Doszliśmy z Fredem dalej niż zazwyczaj:

Niektóre posiadłości wyglądały bardzo dobrze, inne niekoniecznie. Brzeg jest nieźle umocniony, miejsce na dom letniskowy jak najbardziej do zaakceptowania. To zaś jest Ned:

Tym razem byłam tak rezolutna, żeby zapytać także mamę o imię i zrobić nowofunlandowi zdjęcie. Bo jest to nasze drugie spotkanie, rozmawiałam z Megs w lutym, przypomniałam sobie o tym dzięki blogowi. W tym czasie wiedzieliśmy już z małżonkiem, że trzeba szybko wyciągać nogi w drugą stronę — do Freda zadzwonił elektryk, który właśnie krążył po okolicy. A to kanarek:

Dzięki kanarkowi poznałam Andrew z Dundalk, który pracuje w Cash & Carry. Niestety kanarka nie udało się nam złapać, a Fred już musiał gonić do elektryka, więc się rozdzieliliśmy. Andrew zobaczyłam ponownie z kwadrans później — mijał mnie w środku wsi zasuwając pod górkę na rowerze, pewnie w stronę Dundalk, a ja rozmawiałam z Patricią. Patricia, której do dzisiaj nie znałam, ma we wsi domek na kółkach, mieszka w Drołdzie, więc wpadłam na nią, gdy czekała na autobus. Jej zięć umarł rok temu, u córki kilka miesięcy później zdiagnozowano raka. Patricia uważa jednak, że trzeba się trzymać i żyć dniem dzisiejszym. Poleciła mi kiążkę The Spy and the Traitor Bena Macintyre'a i chwilę rozmawiałyśmy o bezsensie wojny. Gdy tak stałam, Katlin z Majkiem do mnie zamachali. Życie wsiowe.

Tymczasem elektryk z czarną brodą miał na imię Art. Dobry znak. Chyba powymienia nam to i tamto (na tyle był rozgarnięty, że zauważył problem z korkami). Zrobiłam obiad, zjedliśmy go, Fred zadzwonił do mamy, a ja udałam się na drzemkę. Wieczorem obejrzeliśmy kolejne dwa odcinki Zmienników, 5 i 6. Czy czas cwanego chama powrócił? Ech, w głośnikach Waglewski gra żonie (1991/2020). Umarł Pieczka.

niedziela, 28 sierpnia 2022

985. Do jutra.

Ryszard większość dnia przeleżał na Fredowym biurku, od czasu do czasu przechodząc na stół i domagając się spojrzenia na kota:

Mocne postanowienie układania puzzli musiało ustąpić rzeczywistości. Fred zadzwonił, żeby pokazać wodę. Przyjaciele udali się w kierunku mojej wsi i zaproponowali, żebym pojechała z nimi do portu (dobrze, a nawet cudownie, bo akurat pora obiadowa, a u mnie tylko kartoffeln mit kefir). Obiad był więc z takimi widokami:

Po obiedzie krótki spacer na klify:


Seamus i Damhnaic, jak to chłopcy, marudzili i biegając robili zamieszanie. A może nie jak to chłopcy, nie wiem, nie znam się.  Naokoło Głowy pływały delfiny, a w porcie obok fok dryfowały dziesiątki lwich grzyw. Ciepłe wybrzeże było dzisiaj przykryte warstwą chmur, spadło na nas wprawdzie kilka kropli deszczu, ale tak nielicznych, że nie opłacało się zakładać kurtki. Niedziela gdzieś mi umknęła. Kot wrócił wcześnie z przechadzki, potem kręcił się naokoło przeszkadzając w układaniu puzzli (w końcu zasnął na kocu, którym przykryłam układany obrazek, czasami wybudza się i ciućka łapulki). Jestem senna i bez energii, jutro, obiecuję sobie, jutro będzie dynamiczniej.

czwartek, 10 marca 2022

814. Poczucie sukcesu.

Już drugi dzień panowie od Holcrofta dłubią przy dachu sąsiada z naprzeciwka, więc chociaż zasnęłam pewnie po pierwszej w nocy, stukanie młotków wyrwało mnie z łóżka punkt ósma. Chwilę później Fred przyjechał z Cork, półprzytomny i bez ładowarki do telefonu. 

Dzień słoneczny, ale zmienny, po śniadaniu z przyjemnością wyszłam na spacer nad morze, po południu niestety znowu zaczęło wiać, wstawiam i wystawiam doniczki jak głupia. Z pięknych rzeczy, które wydarzyły się pomiędzy była wizyta Pola. Pol przyszedł naprawić nam bojler gazowy, hallelujah! Nie dostał zlecenia na wymianę całego bojlera, wymienił płytę sterowania, poza tym stwierdził, że pewnie panie w housingu o nas zapomniały. Drugi raz na to nie pozwolę ;). Ważne, że cywilizacja zachodu działa. Nie ukrywam, że od razu zaczęłam mieć poczucie sukcesu.

Po Fredowej długiej drzemce regeneracyjnej pojechaliśmy na obiad do Borzalino (jagnięcina w sosie rozmarynowym, kurzyna gotowana w białym winie). Kochanemu mojemu dziwaczkowi chciało się także pojechać do Ka&Jot, pomimo tego, że jutro miał mieć wolne, ale przez sen przyjął kolejne zlecenie od Kierana i jedzie do stolycy na wcześnie rano. Posiedzieliśmy z przyjaciółmi przy herbacie/kawie i serniku na zimno. Chłopaki rosną w oczach, Seamus jest coraz okrąglejszy, Damhnaic zaprezentował mi z dumą brak dwóch górnych jedynek. 

Jesteśmy już w domu. Ach, może sobie wiać, proszę bardzo.