Dzisiaj ponownie czas zapoznawczy, tym razem Teresa i Vincent, oraz nowa aplikacja z kalkulatorem naukowym dostarczała mi sporo frajdy, choć po prawdzie to nic tam nie robię. Wdrażam się, tak to się chyba nazywa. Kot w tym czasie włazi na biurko i złazi, włazi i złazi, pcha się do kamerki. Straszne ma parcie na szkło to nasze puchate futro.
Dwa filmy zrobione w roku 1972 roku, Wiebowzięci i Przyjęcie na dziesięć osób plus trzy obejrzeliśmy po obiedzie. Oboje mamy wizję tamtych czasów sprzeczną z popularnym ujęciem życia biednego, ale uczciwego i wesołego. Himilsbach opisując żałosnych wałkoni może nie miał takiej intencji, niemniej świetnie zobrazował nędzę i brud życia w PRL-u.
Aś przesłała mi link do pierwszego odcinka Stress Control Session. Nie znalazłam w nim zbyt wiele nowych rzeczy, cieszę się jednak, że ona pracuje nad tematem. Być może zobaczymy się w okolicach św. Patryka. To już za tydzień.
Wyciągnij mi Pismo Święte a ja idę umyć pisię — Fred uznał, że to zdanie warte jest zacytowania na blogu. W Projekcie Biblia zacięłam się na Księdze Wyjścia jeszcze w trzecim tygodniu stycznia. Dzisiaj powróciłam, bez wielkiego entuzjazmu, z determinacją z którą czytam tępą literaturę. Chcę przeczytać i przeczytam, choć główny bohater jest tu po pierwsze fatalnie skonstruowany, jeśli można mówić o świadomym konstruowaniu (bo raczej czuję duży wpływ przypadku), po drugie nie znajduję w nim przymiotów i intencji, którymi obdzielają go różne opracowania. Autorzy piszący opracowania czytają więcej innych opracowań niż tekstu źródłowego, ot co.
I nie zostałaś opieprzona za rozpraszające zachowanie kota? Bo wczoraj słyszałem o matce, która dostała burę za to, że w czasie e-lekcji swoich dzieci obiad gotuje i tłucze garami w kuchni :D
OdpowiedzUsuńNie. Po drugiej stronie kamery byli sami Irlandczycy ;)
Usuń