Fred wrócił z pracy jeszcze później niż zakładał w czarnym scenariuszu, czyli był skonany, przekazał mi jedynie, żeby nastawić pralkę na denim i zapadł w sen. Nie mogliśmy więc rozmawiać o tym, co bierzemy na wypadek chłodniejszej temperatury. Postanowiłam się tym nie martwić; Trudno, pożyczę coś od mamy, pomyślałam. Jakoś się ogarnęłam, wystawiłam kuchenną bazylię do ogrodu, żeby sama sobie radziła, zalałam kaktusy, odkurzyłam pork pie od Kena z Belfastu, i w drogę. Na przystanku przeczytałam artykuł na Onecie w którym wystąpili Norbert i Andrzej. Pojedyncze macchiato w Czarnej.
___
edit 15:50 zmokła jak kura czekam na autobus do lotniska wiozący już Kochanego w moim kierunku. Pogoda krajowa skiepściła się definitywnie około lunchu (z Moorlanda wracałam lekko nadmoknięta); sprawy pracownicze, dokończone i niedokończone, zostały w tyle; pomachałam wszystkim śpiewającym you’re breaking my heart, założyłam kapelusz i myk. Teraz mogę od czasu do czasu poprawiając okulary sprawdzać jaki to numer podjeżdża (HSE przysłało mi rano list, że chcą sfinansować mi okulistę, thank you very much, see you later).
___
edit 18:55
czwartek, 13 czerwca 2024
1640. Podróż.
wtorek, 5 kwietnia 2022
839-840. Dół, góra, dół.
piątek, 1 kwietnia 2022
Postscriptum #835.
Dużo ludzi. Sporo rodziny. Zimno.
Przed mszą w Garnizonowym omijając różaniec poszliśmy się ogrzać herbatą w okrąglaku. Stypa przy Alei Królewskiej (w Sybilli) trwała ponad dwie godziny. Ludzie przyjechali z Dolnego Śląska, Krakowa, Łodzi, czekała na nich długa droga powrotna. Na cmentarzu zaskoczyli nas swoją obecnością Norbert i Andrzej (byli tam tylko ze względu na znajomość z nami). No i tyle, teść został pochowany w szary dzień w miejscu z widokiem na dymiący komin Azotów. Czwartek skończyliśmy tak jak został rozpoczęty, w pięć osób, rozmawiając o przeszłości, kotach, muzyce. A dzisiaj na miasto spadł śnieg ...
środa, 24 marca 2021
463. Drobny, popołudniowy deszcz.
W pracy robię równania kwadratowe i się tym cieszę, kto by pomyślał. Gdy skończyłam swoją zmianę, rozpadało się za oknem, tak jak to kot wieszczył od rana. Kotu warto wierzyć, nawet, gdy początek dnia jest bezchmurny i rozśpiewany (świt wstaje już naprawdę wcześnie).
Fred wrócił z pracy w nocy, później niż oczekiwał. To było najprawdopodobniej jego ostatnie zlecenie w marcu, ponieważ dzisiaj anulowano mu jutrzejsze, a nowych propozycji na razie brak. Do świąt będzie więc siedział w domu ze swoją ulubioną żoną. Tymczasem po obiedzie Kochany poszedł odpocząć, a ja obejrzałam przedostatni odcinek Poirota, The Labours of Hercules (2013).
Po odpoczynku i kawie razem obejrzeliśmy Allena, bo gdy nie bardzo wiemy, na co filomowo mamy ochotę, Allen jest bardzo poręczny. Złote czasy radia (1987) sprawiły mi dużą przyjemność, sentymentalne, inteligentne kino z naprawdę dobrą Mią Farrow. Poza tym od kilku dni chodzi za mną piosenka All the Madmen Bowiego, więc w ciągu dnia wysłuchałam jej kilkakrotnie, razem z całą płytą z 1970 roku.
'Cause I'd rather stay here / With all the madmen / Than perish with the sad men roaming free / And I'd rather play here / With all the madmen / For I'm quite content they're all as sane as me.
Jeszcze wczoraj wieczorem Norbert napisał do mnie krótko, że on i Andrzej złapali covida. Mieliśmy dzisiaj pogadać, ale wiem tyle, że oboje czują się źle i nie ma sensu tego drążyć.
czwartek, 14 maja 2020
149. Dzień, jak co dzień ...
Wieczorem obejrzeliśmy Skazanego na bluesa (2005). Sam film taki sobie, scenariusz słaby, aktorzy dorośli robią, co mogą, kwestia uzależnienia tak spłaszczona i umajona pierdami, jak tylko się da — romantyzacja w wersji premium ze współuzależnieniem w tle. W połowie Fred porozmawiał telefonicznie z kuzynem z Miasteczka i przerwa krzywdy filmowi nie zrobiła.
Z rzeczy miłych: przypomniałam na blogu Galaktycznym o zbiórce Norberta, która utknęła jak nieszczęścia i nie wiem, kto wpłacił, ale zrobił to z komentarzem "Świechna mnie zmobilizowała, życzę zdrowia". Taka drobna przyjemność wieczorna, która niesamowicie mi ego podłechtała. Późną nocą słuchamy na żywo Mary Bridget Davies, która śpiewa na oficjalnym profilu JanisJoplin.
poniedziałek, 23 marca 2020
97. Muć się za nami grzecznymi.
Norbert otworzył zbiórkę na pompę insulinową dla siebie, trochę zagadałam co tam u niego. Dorzuciliśmy kilka groszy.
piątek, 21 lutego 2020
66. Nietypowy poranek i cała reszta.
Mała, puchata pierdoła, po drzemce na laptopie, mędzeniu nie wiadomo o co i spacerku w mżawce, śpi obok mnie na łóżku.
___
edit 21:10 Po południu Księgi Jakubowe Tokarczuk (WL, 2014). To wspaniała powieść na takie dni, jak teraz. "Czytaliśmy" z Rysiem przy otwartym oknie. Na weekend jest zapowiedź kolejnego silnego wiatru znad Atlantyku. Skończyłam Księgę Mgły.

