W pracy przyjemne obiboctwo, u Sziwan była dyskretna hospitacja, u Luizy zrobiłam sobie maseczkę z białka na twarz. Przez tydzień nie będzie zajęć, wracamy po lanym poniedziałku. Po pracy już na mnie czekał gulasz wołowy uczyniony mężowską ręką, gdyż tak mam dobrze w życiu.
Po obiedzie wybraliśmy się razem do sklepów, żeby dokupić makaron i cheddar. Pogoda była jednocześnie słoneczna i chłodna, podobnie jak wczoraj padał grad, za to na zatoce zobaczyliśmy trzy kutry (krewetki żerują). Tuż przed zachodem słońca uderzył w nas porywisty wiatr znad Atlantyku, faktycznie idzie zmiana.
Fred zadzwonił do Ka, który zaszczepiony kilka tygodni temu AstraZenecą dostał potwierdzenie drugiej dawki (czyli szczepionka wróciła do łask). Rozmawiałam też z Anek, po długiej przerwie, więc była to aktualizacja ostatnich kilku lat. Ona już dwa lata w innej pracy (starą rzuciła z dnia na dzień przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego, bo trzeba się szanować), zadowolona jak zawsze, ponieważ to miła dziewczyna jest. Dobrze choćby online podtrzymać dawne znajomości.
Mam czasem wyrzuty sumienia, że nawet online nie bardzo podtrzymuję. Zawsze tak sobie myślę, że skoro ktoś się nie odzywa, to pewnie nie chce, więc bym się tylko narzucał ze swoją osobą. Ale może nie mam racji? :)
OdpowiedzUsuńMożesz mieć, możesz nie mieć. Koleżankę sama zaczepiłam, w miłej atmosferze wymieniłyśmy się informacjami. Mam znajomą, która nie odzywa się ani do mnie, ani do mojej przyjaciółki Luś gdzieś od czasu mojego ślubu (czasem o tym wspominam na blogu). Coś jest nie tak, wtedy człowiek nie ma ochoty gadać. I co zrobisz, jak nic nie zrobisz?
Usuń