Taka dziwna nazwa trzylecia godów, które minęło wczoraj. Dziś zaś szary, spokojny czwartek. Z rana, gdy Fred regenerował się po pracy, polazłam do dochtóra, coby zacząć leczenie moich zatok i migdałków. Oczywiście, dochtór dał mi płukanki dwie, pierdoły, ale to be continued. Przyszedł też list z housingu, że nie. Jutro wysyłam odpowiedź, bo się nie zgadzam i tym razem im powiem.
Chwilę podziobałam w ogródku, obcięłam dwie wielkie szałwie i ratunkowo przesadziłam jedną macierzankę znękaną lawendowym gigantyzmem. Potem wzięliśmy się z Miłym za instalowanie mebla z Jyska, szafki na książki (tzn. Kochany się wziął, ja chodziłam naokoło i sapałam). Zeszło nam do późna, Fred podgrzał łazanki o szóstej (jadłam ze smakiem i oglądałam jak Bernadette testuje wiktoriańskie specyfiki do włosów, to był dopiero mój drugi posiłek). Potem zmiana spodni na tyłku* i do przyjaciół. Wiadomość o śmierci królowej Elizki II dotarła do nas, gdy czekaliśmy na Ka & Jot przed ich domem. Domhnaic pokonał mnie w warcaby. Zjedliśmy po kawałku pizzy i torta czekoladowego, wyrażając rocznicowe życzenia, żeby wszyscy byli zdrowi:
Kotek rano ładnie zjadł antybiotyk, ale wieczorem już nie. Zmęczony jest tym obolałym nosem, a my cierpimy z nim (jest mi źle i czarnowidztwo mnie ogarnia). Więc nawet nie obejrzeliśmy filmu u Ka, tylko wracamy w deszczu do kota. Ryszard dostał ulubiony pasztecik, postanowiłam go już nie nękać farmaceutykami, bo zawsze jest jutro.
* do czerwonych dżinsów wzuwane butki w monstery, neonowo-pomarańczowa bluzka, katana w rollingstonesy i już można vibe lat 80-tych rozsiewać.

A gdzie zdjęcie szafki?
OdpowiedzUsuńNie będzie, niestety. Ale mogę podać wymiary :D 70Wx28Dx198H
Usuń