Strony

niedziela, 28 kwietnia 2024

1594. Niedzieli nie dość.

Chociaż dzień zapowiadał się na słoneczny (fałszywie, zresztą), postanowiliśmy spędzić go głównie domowo (dopiero po obiedzie Kochany wyjechał do miasta po kartofle i ryż, bo coś nam przysłoniło przytomną ocenę zapasów i nie kupiliśmy ich wczoraj). Dużo prania, poza tym blogowanie i rozmowy. Gdy pichciłam obiad wpadł do nas Ka z chłopakami (akurat byli w drodze do portu) i chwilę rozmawiał z Fredem na zewnątrz, tyle tylko, żeby mieć czas na zjedzenie lodów kupionych po sąsiedzku.

Robimy listę marzeń na czerwiec, z której pewnie jak zwykle połowa nie zostanie zrealizowana (chciałabym zobaczyć wystawę Banksy'ego, jakieś przedstawienie teatralne we Wro, no i oczywiście pojechać na wycieczkę z Tadkiem). Kochany myśli też o naszym gościu, który przylatuje za kilka dni (mąż już kupił dwa bilety na Brú na Bóinne Tour w przyszłym tygodniu; niestety, będę wtedy w pracy, buu). Trzeba dokończyć plany na jutro, to dokańczam. Ale znajdujemy z Kochanym czas na obejrzenie filmu, który Fred kupił w pakiecie już jakiś czas temu: Barany. Islandzka opowieść (2015) Grímura Hákonarsona. Podtytuł zbędny, opowieść atmosferą bardzo mi przypomina prozę Jona Fossego.

3 komentarze:

  1. A wiesz, że w Krakowie mają już Banksy'ego na stałe?
    https://muzeumbanksy.pl/pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariusz, a widzisz, nie wiedziałam :)

      Usuń
    2. Dowiedziałem się przypadkiem, bo dwójka moich znajomych była tam w tym miesiącu i się zachwycała po wizycie (osobno byli i osobno się zachwycali).

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.