Z rana ciemno, że oko wykol. Kawiarnia, czytnik książek, praca, koniec pracy, spacer przez miasto (spotkałam dwóch byłych uczniów, byłam zdawkowo miła). Kierowca autobusu odjechał prawie dziesięć minut przed czasem. Gdy wróciłam na wieś, było jeszcze na tyle jasno, że zostawiłam w ogródku przekrojone jabłka dla pana kosa (rzeczywiście zaraz się pojawił i zaczął łakomie wcinać). Kochany wrócił z pracy ponad dwie godziny po mnie, wskoczył pod prysznic, a gdy wyszedł cały czyściutki i rumiany obiad był prawie gotowy. Rozmowa ze świekrą, potem rozmowa z rodzicami. Oboje jesteśmy przemarznięci, zalegamy, mruczymy, wygrzewamy się, pijemy ciepłe trunki. Rozłożyłam się z puzzlami. Tak jak na poprzednich od razu zaczął wychodzić kot, tutaj pani Christie się mi ukazała, po jakimś czasie odnalazłam też głowę. Czy mam wszystkie elementy to się okaże po następnych 50 godzinach ślęczenia :D

Zawsze układam puzzle od zewnętrznych krawędzi obrazka.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, mnie też się zdarza.
UsuńU mnie w karmniku przeważają sikorki kilku odmian. Rzadko pojawia się zięba( ponoć samice odlatują a samce strzegą terytorium) Euforię wywołał dudek.
OdpowiedzUsuń@Antoni Relski, mieszkam na wsi, więc mamy spory asortyment fruwaczy, ale dudka nigdy tu nie widziałam (w Polsce i owszem, gniazdował niedaleko naszego domu).
Usuń