No i czy my jesteśmy normalni? zapytałam retorycznie wchodząc do domu o godzinie szóstej po południu.
Kochany wręczył mi rano nowy pasek do spodni, czarną plecionkę Ospray (podkradałam mu jego pasek, bo mój stary zaczął pękać; prezent zostawiłam sobie na później). Pracka; po pracce; zarezerwowałam fryzjera, dorobiłam dwa klucze (z których jeden otwiera drzwi, a drugi wręcz przeciwnie). Poszłam na nabrzeże, skąd Fred zabrał mnie na wieś świeżo umytą Babcią. Najpierw pojechaliśmy do portu, na obiad z widokiem:
Po rybie z frytkami na chwilę zajrzeliśmy do domu (m.in. odkryłam sprawę bezużytecznego klucza). Kochany postanowił dokupić jaja we wsiowym automacie, ja postanowiłam się przyczepić jak ogon (tylko zmieniłam apaszkę na Milanówek i pasek na Ospray). Pojechaliśmy, kupiliśmy jajka, po czym skręciliśmy w prawo, miast w lewo. Kawa.
Spacer (od kawiarni przez Clanbrassil — w likwidowanym sklepie zostały ostatnie z ostatnich butów — Yorke St, Chapel St, Roden Pl, przejście pod Thomasem Williamsonem, spacer Marshes Shopping Centre i powrót Marches Lower do parkingu pod Tesco). U2 w głośnikach, gdy śmigamy do domu. Godzina szósta się zrobiła nie wiadomo kiedy.
Wieczorem obejrzałam do połowy Przejrzeć Harry'ego. Kochany idzie wcześniej spać (ale dopiero po pokazaniu mi zdjęć góry Brandona z roku 2007, z Fredem jeszcze bardzo Srogim).


U nas próbowano wprowadzić jajomaty, ale jakoś nie poszło.
OdpowiedzUsuń@FrauBe, to bardzo wygodna opcja, jeśli jest samochód pod ręką (jest nam bliżej niż do miasta, jajomat stoi na prowincji, przy gospodarstwie).
UsuńWygodna i pewna, bo jajomat jest obsługiwany przez gospodarza, a nie hurtownika, więc nie zostanie wciśnięty żaden tani zamiennik.
OdpowiedzUsuń