Strony

piątek, 13 czerwca 2025

2005. Kocieżyństwo.

To nie to, co planowaliśmy. Wczoraj rozmawiałam telefonicznie ze schroniskiem, powiedziano mi, że dwójka rodzeństwa, które widzieliśmy w weekend, jest nadal do adopcji. Dzisiaj, przed otwarciem schroniska zadzwoniła inna osoba z informacją, że kot jest tylko jeden, bo się wczoraj inna pani myliła. Kochany zabrał mnie spod pracy. Wzięliśmy tego niby nieśmiałka, a z boksu obok łypała na nas samotna dziewczynka w podobnym wieku. I trudno, wpłaciliśmy kasę, podpisaliśmy papiery, włożyliśmy do jednego transportera koty, które się nie znają i w drogę. Proszę bardzo, Bronek i Mania:

Po drodze skręciliśmy jeszcze do Maxi Zoo, żeby zakupić drapak, żwirek i inne przydasie i "zaoszczędzić" 20%. Pomógł nam David, dawny chef, teraz pomagacz w sklepie zoologicznym.

Czarno biały maluch (trochę jaśniejszy niż ten poprzedni, ale nadal tuxedo, z potrójnego miotu, ostatni do wzięcia) dość szybko wyszedł z transporterka. Zaczął biegać za "myszą", zjadł obiadek, zakopał skarby w żwirku i chciał się zaprzyjaźnić z koleżanką.

Koleżanka (trikolorka, może być trochę starsza, też z potrójnego miotu znalezionego w rowie, podobno najmniej dzika z całej paczki, zaszczepiona dzisiaj rano) po spokojnej podróży wtulonej w nowo poznanego kolegę, najpierw spędziła dwie godziny w transporterku, potem znalazła sobie cichą norkę za tapczanem. Zaprzyjaźnienie zajmie trochę czasu :) Mania do wieczoru nic nie jadła, udało mi się jedynie namówić ją do zaanektowania budki, więc koty śpią osobno.


Obiad. 

Kochany, wyczerpany przygodami poszedł się przespać. Wieczorem zaszłam do Anne na herbatę, rozmawialiśmy o kotach oczywiście, sąsiadka jest ekspertką w temacie, obecnie ma na tymczasie dwoje ukraińskich imigrantów. Wypiłyśmy herbatę wiśniową, dostałam nalepkę na samochód #CatsMatter.

Mały obudził się i zawłaszczał przestrzeń, Mania nadal odsypiała schowana za kotarką, mnie łeb zaczynał pękać. To teraz będziem mieli żłobek (dopiero ok. dziewiątej trikolorka zjadła chrupeczki podstawione pod nos w jej domku-twierdzy; z rzeczy pięknych: po wielu podchodach ładna kupa Maniowa).

13 komentarzy:

  1. Cudowne,piękne,urocze i bardzo smutne na razie... Ale oboje pięknoty ze uch. Dobrze że dwa. Będą się świetnie bawić. Lucyna moja trojkolorka to najbardziej wredna kocia menda no ale ona też po przejściach. Ale macie fajnie😃😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Teatralna, mamy takie małe nowe otwarcie :) Chaos, uczymy się, mały już wokalizuje do siebie, mała się chowa, ale już jadła z miseczki. Mania jeszcze kilka dni temu prawdopodobnie nie była dotykana przez człowieka, nie wiem jak bardzo miała źle, oczywiste jest, że otarła się o śmierć, jak większość dzikich kociąt. Ciekawie będzie :) Dobrego weekendu dla Ciebie :)

      Usuń
  2. Poznają nowy dom i zaanektują go całkowicie. 😀

    OdpowiedzUsuń
  3. "Przerobiłam" w życiu trochę kotów, ale trikolorki jeszcze nie miałam. Piękne są :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Marta, moi rodzice mają dwie trikolorki. Nie mieliśmy planu mieć takiego kotka, bo nie występują często i szybko znajdują domy. To małe cudo przywieziono w piątek rano, byliśmy w schronisku wcześnie, więc nikt jeszcze nie zdążył się zorientować :D

      Usuń
  4. Moje śliczne... 💕💕💕💕💕
    Kocham Was!
    I nie martw się, rok temu wzięłam niespełna trzymiesięczne siostrzyczki i szybko minął ro. Są już dorosłe. Nadal psocą. Młodość!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @FrauBe, maleństwa już się aklimatyzują, strachliwa Mańka też zaczęła biegać tu i tam. Wspaniałe są. Jesteśmy zakochani :D

      Usuń
    2. To cudownie i jeszcze raz mam ochotę wrzasnąć, że Was kocham.

      Usuń
  5. Ale cudowne słodziaki! Niesamowicie zazdroszczę, bo wiem, ile uciech przed Wami. Mieliśmy kiedyś przyjemność wychowywać trzech chłopców i jedną dziewczynkę, kiedy to nasza kotka (oczywiście przybłęda) urodziła swoje pierwsze i ostatnie potomstwo.
    Dziewięć lat temu przywieźliśmy w takim transporterze bardzo podobną parkę. Dwóch biało-czarnych braci. Też były początkowo takie wystraszone, nie trwało to jednak zbyt długo, bo koty szybko skumały, że właśnie wygrały na loterii. Niestety, niecałe dwa lata później jeden z nich zaginął i już nigdy się nie odnalazł. Był cudownym kotem i na zawsze pozostanie w mojej pamięci.
    Ach, no i to kwestia czasu, kiedy dziewczyny zostaną najlepszymi przyjaciółkami :) Kiedy dwa lata później przynieśliśmy do domu maleńką kicię, nasz "nastolatek" dostał ataku szału, po czym śmiertelnie się na nas obraził i zniknął z domu na dwa dni!
    Dziś się uwielbiają. Kiedy jedno wraca do domu, a drugie już w nim jest, witają się kulturalnie i liżą po głowie. Śmiejemy się, że tak naprawdę są parą, tylko nie udaje im się tego przed nami ukryć :D Ona często daje mu gongi, udaje niedostępną i niezainteresowaną, ale doskonale widzimy, że to tylko gra pozorów.
    Fajnie, że będą mieć kociego przyjaciela, bo człowiek mimo wszystko nie jest w stanie zastąpić kotu przedstawiciela swojego gatunku. Wszystkim wyjdzie to na dobre - i im, i Wam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Taita, dzięki za podzielenie się dobrymi wspomnieniami :) Myślę, że oboje mieliśmy z Kochanym podobny sposób patrzenia: pojedynczemu zwierzakowi jest raczej ciężko, gdy zostaje w domu sam. Nasz Ryszard był kotem wyjątkowym, lubił życie kota wychodzącego, ale skoro postanowiliśmy mieć zwierzęta, które będą spędzały czas głównie w domu, stawianie na jedynaka nie byłoby sprawiedliwe (jestem jedynaczką i jak tak się po świecie rozglądam, bardzo to sobie chwalę, ale koty to nie ludzie ^..^).

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.