Noc ledwo przespana, jednak udało się wcisnąć sen z Bogusiem Lindą, który robił mi zdjęcia :)
W pracy pomimo wszystko spokojnie (szefowa chrypi, ale wróciła na miejsce, mogłam ją spytać o rzeczy i zrzucić na kogoś odpowiedzialność). Po południu Kochany szybko zabrał mnie z miasta do domu i dokończył robić obiad, gdy rozmawiałam z mamą o rzeczywistości kociej. A kocia rzeczywistość jest taka, że Bronisław jest w klinice, gdzie przetaczają mu krew i robią różne takie tam zdjęcia, żeby zobaczyć, czy jest tam jeszcze w kocie któreś z jego dziewięciu żyć na podmiankę. Bardzo smutna sytuacja. Mama pokrzepiona własną wydajnością (kocia lecznica w której wylądował Bronek, była trzecią z kolei do której dzwoniła), przytrzymująca się nadziei.
W międzyczasie Kochany rozmawiał też z Perlistym, więc wiemy, że solidny przyjaciel ma równie solidnego kota, jak hodowanego na piwie i sznyclach. Kot sam się adoptował, podobnie jak kiedyś Rysio; bardzo dobre takie przysposobienie, i dla kota, i dla Perlistego.
Dziewczyny drzemią (bardzo były dzisiaj spokojne). Zaraz wskakuję pod prysznic, książka i kciuki trzymane za dobry sen. Poniedziałek nie był zły, mógł być gorszy, do przyjęcia, a w kilku aspektach więcej, bo mam przecież Kochanego.
mnie się śniły zmiany w domu na lepsze. To pozytywne...
OdpowiedzUsuń@Aga Agra, na lepsze, czyli jak? :)
UsuńKurczę, trzymam za Bronia wszystkie kciuki, jakie mam!
OdpowiedzUsuń@FraBe, dziękuję w imieniu Bronia, który jest kochanym chłopakiem.
Usuń