No przecież nie jestem normalna, tak? Mąż już planował, co tam mamy w lodówce, a ja do niego może by do El Paso, frytki ze słodkiego ziemniaka, frytki. Pojechaliśmy na frytki, przy kasie prawie zapomniałam zapłacić, ewidentnie nie teges robi mi się z głową. W zasadzie rozumiem, zen bywa łatwiejsze lub trudniejsze, dzisiaj było trudniejsze, bo nieoczekiwanie potrzebne na cito. Czyli zasobów zużycie nastąpiło przed trzecią po południu, ale ramen & halloumi, mamy piątek :) Pogoda oczywiście nadal kiepska, z miasta do miasta i z miasta na wieś jechaliśmy z Kochanym w mżawce, pod koniec podróży, po krótkim przystanku w Lidlu, byłam już nieźle wychłodzona. Aktualnie dopijam gorącą herbatę całkując plany na wieczór.
To gorąca herbata pomoże trochę nabrać sił na weekend 😊
OdpowiedzUsuń@Tomku, tak 😊
Usuń