Po czwartej uskuteczniamy z Kochanym plany: zakupy spożywcze oraz nabycie kociego kontenera dla panny Bronki (przeciągnęliśmy odkładanie wizyty u weta, ile się tylko dało, ale dość tego dobrego — dziewczynom na wiosnę potrzebny jest odrobaczacz i drugi ładny transporter, identyczny z Rysiowym zakupion więc został).
Podwójna, bardzo jaskrawa tęcza wydobywająca się z zatoki prowadziła nas do domu. Mąż w kuchni robi eksperymenta: w sosie pomidorowym do makaronu wylądowały małe krewetki. Git. Od kilku dni mam w czytniku ściągnięty z biblioteki debiut pisarski Enright, ale lektura poczeka ze mną na weekend lutowo-marcowy, tak postanowiłam. Tymczasem, zamiast czytać, dzwonię do mamy. Nie mamy żadnych nowych wiadomości, wymieniamy się więc starymi wymieszanymi z prognozą pogody.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.