Duje o poranku, potem do Wyspy wkracza chłodne słońce. W pracy letarg, jestem raczej cicha, strapiona mokrą wykładziną, nic dziwnego, że najwięcej frajdy sprawiło mi kupienie plastikowej łopatki :) Poza tym postanawiam nie przejmować się rzeczami na które mam wpływ minimalny — niby to oczywista oczywistość, ale periodyczna aktualizacja powyższego programu jest konieczna, mikroruchy z łatwością rozstrajają go w kierunku rojeń wielkościowych.
Poszliśmy z Kochanym na kaffkę:
W drodze do domu widziałam góry pobielone śniegiem. I dobrze, niech ziębi. W domowym cieple słucham Sobowtóra Siembiedy.
A myślałem, że będzie o wizycie u rzeźnika :D
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, każdemu coś innego się kojarzy :)
UsuńMatkoboskoczynstochosko, jaki okropny stół! Brzydziłabym się jeść przy nim.
OdpowiedzUsuńAle ten stół to chyba celowo taki? Znaczy artystycznie zrobiony.
Usuń@FrauBe , rzeczywiście byłabyś w trudnej sytuacji :)
Usuń@Tomku, to nawet nie jest stolik, tylko skrzynia. Pewnie celowo. Miejsce rzadko jest wolne :)
UsuńJadłbym tego crossinta 😄😄☕☕
Usuń