Przygoda: gdy odjeżdżaliśmy spod Tesco, przednie prawe koło zaanonsowało flaka. Mieliśmy dużo szczęścia, bo przestało padać, a opona zapasowa nie puszczała powietrza. Mąż był bardzo dzielny. Niestety, stało się to w czasie, gdy większość mechaników w mieście kończy pracę. Musieliśmy dojechać do wsi na zapasówce i wszelkie inne działania zostały odłożone do jutra. Po przygodzie wcisnęliśmy makaron z pesto. Znowu zadzwoniłam do mamy: Bronuś już nie ma zapowiedzianych wizyt u weterynarza, nie poprawia mu się, żeby to zauważyć nie trzeba specjalisty. Transfuzja wystarczyła na miesiąc, tak jak przewidywano, następnej nie będzie. Tymczasem idzie wiosna :I
___
edit 21:00 czyli nie jestem w miłym nastroju, choć umiem liczyć błogosławieństwa: właśnie półleżę w łóżku jak caryca, prysznic był, kołdra grzeje, Kochany siedzi w Kuchniosalonie z maluchami, może zrobię sobie jeszcze jedną herbatę, światło mamy, bateria w laptopie naładowana, a zepsuty czujnik napierdala tylko od czasu do czasu, już zdążyłam się przyzwyczaić. Nastrój niemiły jest smutkiem połączonym z wyczerpaniem. Bronusia mi żal, przygoda z samochodem była bardzo męcząca, choć oboje zachowywaliśmy pozorny spokój. Wbrew przewidywaniom, nie skończyłam słuchania Żulczyka tak szybko, jak mi się roiło. Historia jest przygnębiająca, przez jakiś czas współgrała z moim nastrojem jakby była na tym samym poziomie oklapnięcia, ale właśnie zaczęła ściągać mnie w dół. Słuchać, nie słuchać, słuchać, nie słuchać, może jeszcze jeden rozdział, jutro dokończę resztę.
środa, 11 lutego 2026
2248. Idzie wiosna.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
To Mąż powinien zjeść podwójną porcję makaronu po wysiłku, teraz ludzie najczęściej nie mają zapasu tylko chemiczne ustrojstwa do tymczasowego załatania dziury.
OdpowiedzUsuń@Tomku, oj zjadł :)
Usuń