Strony

środa, 18 lutego 2026

Postscriptum #2254.

Makarony w Simonie były przesolone, przez to później chciało mi się pić. Po raz drugi zapomniałam o końcu karnawału, w czwartek o pączkach, wczoraj o naleśnikach — nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio tańczyłam w karnawale, chodzi raczej o rytualne odmierzanie czasu, rzecz dla mnie zajmującą. Trudno, nasmażę naleśników w weekend. 

Droga do Navan odbyła się przez* zwłoki, tylko Kochany szukał jeszcze miejsca do zaparkowania. I tak byliśmy dużo wcześniej przed głównym występem, bo jak się okazało godzina podana w sieci oznaczała czas na koncert małych harfistek z the Music Generation Meath Harp Ensemble. Piękny instrument, ładne brzmienie nawet jeśli małe rączki jeszcze walczą z materią. 

Po operze wpadliśmy na Anne, wyglądała na zmęczoną, więc nie zawracaliśmy jej głowy (zresztą też byliśmy padnięci). W domu przed jedenastą. Przywitały nas zaniepokojone koty (Maniutek z tej okazji stał w oknie i robił zmartwione miny, jak to ona).




* jak pięknie napisało się mnie po wioskowemu. I niech tak zostanie.

2 komentarze:

  1. A wyglądają te obiady bardzo apetycznie, zwłaszcza ten na twoim talerzu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, u mnie ravioli z grzybami leśnymi (to sos był słony), u Freda carbonara.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.