Strony

poniedziałek, 14 września 2026

2463. Bóle poniedziałkowe.

Nadal męczy mnie temat październikowego wylotu do Polski. Obserwuję śmiesznie wysoką cenę biletu i zachodzę w głowę jaka logika temu przyświeca. Chciałabym mieć już za sobą podjęcie decyzji, ale jestem rozdarta między potrzebą odhaczenia zadania i poczuciem, że ktoś tu robi mnie w konia. 

Pod szarym niebem w mieście było około 23 stopnie, część lokalesów od razu wskoczyła na powrót w krótkie spodenki. Musiałam wrócić z drogi na spotkanie z Benkiem i Teresą, bo gruby szalik kompletnie nie korelował z wrześniową rzeczywistością (przyjemny chat z Dżaki, że tak naprawdę wszyscy udajemy, że tu jesteśmy, ale nas nie ma, to ktoś inny, ziejemy pustką, gdyż jest poniedziałek ... wrócimy w piątek; na dodatek Marsjanie na dłużej porwali Benka — już któryś raz zamówił cappuccino z czekoladową posypką zamiast prawdziwej kawy). Dopiero po południu, gdy z Kochanym bawiliśmy się z myszami w ogródku, od strony lądu przypełzły ciemne chmury i deszcz schłodził powietrze.

Zaczęłam słuchać Czasu pogardy, nie dlatego, że jakoś strasznie było mi to potrzebne (planowałam robić sobie dłuższe przerwy między sapkowszczakami), ale lektura w sam raz nadaje się pod aktualizowanie laptopów. Powyciągałam sprzęt, klikałam, czyściłam, restartowałam słuchając opowieści o podróży. Jutro kontynuacja. 

Chciałabym coś zrobić z krótkim kocykiem czasu, który zostaje mi po pracy, ale nie bardzo wiem jak się za to zabrać. Najczęściej jestem w domu przed piątą, obiad i chodzenie z koteczkami zabierają około półtorej godziny, a po jedzeniu nie chce się już nic, tylko zalec na wygodnym meblu z książką. Pomiędzy prysznic i czytanie ledwo wciskam przysiady i duolingo. Chciałam dzisiaj przejrzeć zimowe swetry, te moje irlandzkie wełny, pani, boskie kaszmiry, za późno, too late, trop tard, αύριο, αύριο.

... oraz mam omamy dotykowe. A to przez kątnika, który wczoraj spacerował mi po szyi. Kilka dni temu wyekspediowałam jednego z łazienki, ale sprawdziła się relacja Freda, że były dwa: specjalist(k)a od niebezpiecznej wspinaczki po zasłonie prysznicowej (obecnie ekspat) oraz pasjonat(ka) odkrywania zagłębień w ręcznikach. Spec od ręczników pozostaje w łazience (stan na wczoraj wieczór). Łazienka dla ludzi, nie dla pająków!

6 komentarzy:

  1. Słuchasz czy czytasz Wiedźmina? I zaś smaka mi narobiłaś, bo czytałam baaardzo dawno temu i szczerze mówiąc niewiele pamiętałam, a że jest na legimi słuchowisko więc zaczęłam od początku (Ostatnie życzenie i Miecz przeznaczenia), a wczoraj zaczęłam "Krew elfów". Słucha się świetnie, Gosztyłę dopisałam do listy narratorów "niech czyta cokolwiek - będę słuchała" i martwi mnie tylko, że trzy części chyba są tylko w wersji e-book, więc trza się będzie sprężyć i jakoś czas znaleźć na samodzielne składanie literek... 🫣😉

    OdpowiedzUsuń
  2. O, no masz... Teraz doczytałam, że zaczęłaś słuchać... 🤦‍♀️😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Aśka, tak jak zauważyłaś, słucham. Gdyby chodziło o czytanie, w papierze jestem w Czarodziejskiej górze. A z Wiedźmina w audiobooku brakuje tylko Pani Jeziora, podobno część słuchowiska została nagrana jeszcze przed śmiercią Krzysztofa Banaszyka, ale proces gdzieś utknął.

      Usuń
    2. @Monika, teraz zerknęłam i do czytania pozostanie mi Wieża Jaskółki i Pani Jeziora.

      "Czarodziejską górę" też mam ściągniętą już jakiś czas, ale chyba nie tym razem, bo ponad 1.4K stron, a licencja wygasa z końcem grudnia. Raczej nie dam rady 🫣

      Usuń
  3. Skoro paliwo drożeje z powodu wojny, to bilety lotnicze nie mogą chyba być tanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, nie chodzi o ogólne ceny biletów, ale o cenę w tym dniu, w którym chcę lecieć, która sugeruje od miesiąca, że lot jest niemalże wykupiony, podczas gdy połowa samolotu jest nadal pusta.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.