Nadal męczy mnie temat październikowego wylotu do Polski. Obserwuję śmiesznie wysoką cenę biletu i zachodzę w głowę jaka logika temu przyświeca. Chciałabym mieć już za sobą podjęcie decyzji, ale jestem rozdarta między potrzebą odhaczenia zadania i poczuciem, że ktoś tu robi mnie w konia.
Pod szarym niebem w mieście było około 23 stopnie, część lokalesów od razu wskoczyła na powrót w krótkie spodenki. Musiałam wrócić z drogi na spotkanie z Benkiem i Teresą, bo gruby szalik kompletnie nie korelował z wrześniową rzeczywistością (przyjemny chat z Dżaki, że tak naprawdę wszyscy udajemy, że tu jesteśmy, ale nas nie ma, to ktoś inny, ziejemy pustką, gdyż jest poniedziałek ... wrócimy w piątek; na dodatek Marsjanie na dłużej porwali Benka — już któryś raz zamówił cappuccino z czekoladową posypką zamiast prawdziwej kawy). Dopiero po południu, gdy z Kochanym bawiliśmy się z myszami w ogródku, od strony lądu przypełzły ciemne chmury i deszcz schłodził powietrze.
Zaczęłam słuchać Czasu pogardy, nie dlatego, że jakoś strasznie było mi to potrzebne (planowałam robić sobie dłuższe przerwy między sapkowszczakami), ale lektura w sam raz nadaje się pod aktualizowanie laptopów. Powyciągałam sprzęt, klikałam, czyściłam, restartowałam słuchając opowieści o podróży. Jutro kontynuacja.
Chciałabym coś zrobić z krótkim kocykiem czasu, który zostaje mi po pracy, ale nie bardzo wiem jak się za to zabrać. Najczęściej jestem w domu przed piątą, obiad i chodzenie z koteczkami zabierają około półtorej godziny, a po jedzeniu nie chce się już nic, tylko zalec na wygodnym meblu z książką. Pomiędzy prysznic i czytanie ledwo wciskam przysiady i duolingo. Chciałam dzisiaj przejrzeć zimowe swetry, te moje irlandzkie wełny, pani, boskie kaszmiry, za późno, too late, trop tard, αύριο, αύριο.
... oraz mam omamy dotykowe. A to przez kątnika, który wczoraj spacerował mi po szyi. Kilka dni temu wyekspediowałam jednego z łazienki, ale sprawdziła się relacja Freda, że były dwa: specjalist(k)a od niebezpiecznej wspinaczki po zasłonie prysznicowej (obecnie ekspat) oraz pasjonat(ka) odkrywania zagłębień w ręcznikach. Spec od ręczników pozostaje w łazience (stan na wczoraj wieczór). Łazienka dla ludzi, nie dla pająków!
Słuchasz czy czytasz Wiedźmina? I zaś smaka mi narobiłaś, bo czytałam baaardzo dawno temu i szczerze mówiąc niewiele pamiętałam, a że jest na legimi słuchowisko więc zaczęłam od początku (Ostatnie życzenie i Miecz przeznaczenia), a wczoraj zaczęłam "Krew elfów". Słucha się świetnie, Gosztyłę dopisałam do listy narratorów "niech czyta cokolwiek - będę słuchała" i martwi mnie tylko, że trzy części chyba są tylko w wersji e-book, więc trza się będzie sprężyć i jakoś czas znaleźć na samodzielne składanie literek... 🫣😉
OdpowiedzUsuńO, no masz... Teraz doczytałam, że zaczęłaś słuchać... 🤦♀️😂
OdpowiedzUsuń@Aśka, tak jak zauważyłaś, słucham. Gdyby chodziło o czytanie, w papierze jestem w Czarodziejskiej górze. A z Wiedźmina w audiobooku brakuje tylko Pani Jeziora, podobno część słuchowiska została nagrana jeszcze przed śmiercią Krzysztofa Banaszyka, ale proces gdzieś utknął.
Usuń@Monika, teraz zerknęłam i do czytania pozostanie mi Wieża Jaskółki i Pani Jeziora.
Usuń"Czarodziejską górę" też mam ściągniętą już jakiś czas, ale chyba nie tym razem, bo ponad 1.4K stron, a licencja wygasa z końcem grudnia. Raczej nie dam rady 🫣
Skoro paliwo drożeje z powodu wojny, to bilety lotnicze nie mogą chyba być tanie.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, nie chodzi o ogólne ceny biletów, ale o cenę w tym dniu, w którym chcę lecieć, która sugeruje od miesiąca, że lot jest niemalże wykupiony, podczas gdy połowa samolotu jest nadal pusta.
Usuń