Strony

poniedziałek, 16 maja 2022

881. Demotywator.

O jakbym chciała wskoczyć pod kołdrę! Ale nie da rady, pisać trzeba. Pogoda się kotłuje, rano na przystanku zmoczył mnie deszcz, po pracy szłam rozchełstana w przyjemnym słońcu, natomiast nasza wieś siedziała we mgle, do wyboru, do koloru. Dzieciaki mają dwa tygodnie praktyk, więc wiem, co jutro będę robiła — to samo co dzisiaj, przeglądanie i niszczenie papierów. Nie nadaję się do monotonnej pracy, podzespoły mózgu zbyt szybko przechodzą mi w tryb awaryjny.

Wygląda na to, że w końcu odbędzie się pogrzeb Jara, który zmarł przecież jeszcze pod koniec kwietnia. Koleżanka podała numer konta, mogłam przelać pieniądze na wieniec (bardzo pożyteczne, przy okazji naładowałam polski telefon i przypomniało mi się, że mam zaległy rachunek do zapłacenia). Po rozmowie z tatką (przez to, że powiedział mi jakoby Jar uczył karate) odezwałam się do Templeriusza. Wieści go nie doszły, byłam więc posłańcem złej nowiny. Chociaż tam, czy złej ... nie wiem nawet czy Jar z Templariuszem się lubili, nie należy wyciągać pochopnych wniosków z uczestniczenia w wąskiej grupie męskiej sfeminizowanej klasy LO za króla Ćwieczka. Jak tak teraz się nad tym zastanawiam to nie wiem które z nas w rozmowie dawno temu stwierdziło, że z Jara był kawał chama, ja, Templariusz, a może ktoś inny. W każdym razie "kolega z klasy" wyraził chęć wzięcia udziału w ceremonii zakopania doczesnych szczątków. Czyli to może byłam ja? Niezbyt ważne. Doskwiera mi czytanie artykułu z którego niby mam zrobić analizę na zaliczenie nieobecności u Dochtóra. Taka sytuacja, gdy niewiele coś mnie obchodzi a na dodatek ¼ nie rozumiem. Bardzo demotywujące. Z powodu użycia zwrotu "kolega z klasy" w kuchni na cały regulator gra teraz Zbyszek, Zbyszek, kolega z wojska ...

niedziela, 15 maja 2022

880. Willy Ruppert umarł po raz drugi.

Gogolewskiemu się zmarło.

Thomas miał rację, że pogoda się utrzyma. Ryszard zjadł śniadanie z dokładką i deserem (gdzie to się mieści w tego kota?), wytarzał się na moim klapku ogrodowym i poszedł spać. Kochany miał po południu pracę, ale i tak postanowił mi towarzyszyć w spacerze nad morze:







Wzięłam ze sobą aparat, bateria jeszcze dała radę, ale zachodzę w głowę, gdzie posiałam ładowarkę (z pewnością nie została w Polsce). Po powrocie zrobiłam mężowi obiad, on w tym czasie przeleciał się z kosiarką przed domem, bo był na to czas najwyższy. Potem się wymieniliśmy — gdy Fred zajadał, dokończyłam koszenie na tyłach. Trawa jest ciężka, kosiarka ciągle się zapychała, czego się jednak nie robi dla sąsiadów — ucieszyliśmy kosa, bo zaraz przyleciał sobie pogdakać, ale pierwsze i tak były lokalne szpaki z szarą dzieciarnią.

Po wyjeździe męża mitrężę i prokrastynuję. Do niechcianej analizy artykułu zabieram się dopiero teraz, z solówką Rory'ego Gallaghera w głowie (Walk on Hot Coals). Przed chwilą zaskoczyła mnie wiadomość o kolejnej śmierci wybitnego aktora. Przeglądając stronę Filmu Polskiego zauważyłam, że umarł Trela. Coś mnie ominęło, jak to? Kiedy? Ano dziś zwinął się i Romek.

sobota, 14 maja 2022

879. O wszystkim.

Od rana kot po mnie deptał, po czem zjadł wczesne śniadanie i wyszedł "na dłużej". Dzień okazał się pięknie rozwijać, po rozwieszeniu prania (Kochany już w domu, zapadał w sen) odziałam się bezszalikowo i wybyłam na plażę. A tam lato ... nad wybrzeżem szybowały paralotnie, ludzie i pieski zadowolone. You smile at her, and she thinks you're her best friend, powiedziała mama takiej jednej misiowatej, czarnej labradorki, która zaczęła zmierzać całą swoją przemoczoną osobą w moim kierunku, gdy się do niej uśmiechnęłam.


Szłam przez wieść, żeby sprawdzić czy rzeźnik rodzinny jest otwarty. Był, tylko, że najpierw musiałam wrócić do domu po kartę. Po drodze spotkałam Rysia (w ogródku Gerarda; kiedy mnie zobaczył postanowił pójść ze mną i coś przegryźć), Thomasa (szedł o laseczce, zatrzymał się na chwilę, pochwalił kota i przepowiedział pogodę na jutro na podstawie wiatru) oraz Anne (pomachała mi z samochodu). W domu podałam Ryszardowi lunch i jeszcze raz poszłam do wsi, tym razem także nie obyło się bez sąsiedzkiego spotkania: Katlin mnie przywołała i poinformowała dlaczego Majk ma inny samochód. Dopiero wtedy zauważyłam, że na ulicy nie ma czerwonego granatowego mustanga*, a w jego miejsce stoi srebrny mercedes . No money was involved, powtórzyła kilkakrotnie Katlin, Anna Emerytka przytakiwała, więc i mnie wypadało przytaknąć. Obiecałam, że wyłuszczę sprawę Fredowi, gdy się obudzi (nie teraz, bo wszyscy na tej ulicy wiedzą, że mąż mój wrócił rano i teraz odpoczywa). Trochę to wszystko trwało i gdy znalazłam się ponownie w centrum wsi zauważyłam, że Thomas zdążył dokuśtykać do pubu Levinsa. Tym razem wróciłam do domu ze stekiem, brokułami i lodem w wafelku (skoro już mijałam sklep na rogu). 

Zobaczymy jak to jutro podziała na moje gardło. Srebrny samochód w międzyczasie dostał atest od Ryszarda, kot leżał w jego cieniu łaskawie przyjmując hołdy od przechodniów.

Nie zrobiłam nic z rzeczy uczelnianych niestety, jedynie obiad mi wyszedł — kiedy Fred się obudził, miło było razem dobrze zjeść. Kochany znalazł jeszcze siłę, żeby przywieźć z miasta coś na obiad jutrzejszy, ja uderzyłam w kimono i obudziłam się, gdy morska mgła włażąc przez okno zaczęła schładzać sypialnię. Teraz cała wieś jest w szarej, zimnej mgle, ale Thomas mówił, że jutro jeszcze będzie ciepło, a on się zna.

Fred ma taką obserwację, że w Lidlu znikają z asortymentu nasze ulubione rzeczy, trudno kupić dobrze przyprawioną rybę, długo już nie ma kaczych nóżek, kurzyny po śródziemnomorsku jeszcze dłużej ... Aż zaczęłam szukać informacji o kłopotach, ale na razie tylko ludzie w UK kwęczą, że nie ma im kto pracować. Ogólnie coraz drożej na świecie, not good.
___
edit 22:41 *Kochana, granatowy był mustang, zwraca mi uwagę mąż po przeczytaniu notatki. A co było czerwone? pytam. Ferrari ... A to mi się popier ... Jeśli chodzi o samochody, na naszej ulicy jest dynamicznie.

piątek, 13 maja 2022

878. Jutro czternasty.

Och, jak było miło, spanko spokojne, kotek grzeczny pomimo zamknięcia (gdy jestem w domu sama, nie umiem spać przy otwartym oknie). Mały rudzielec wyszedł przy śniadaniu i wrócił za kwadrans, z ptaszkiem w pysku, już "zepsutym", chociaż mint condition. Położył go triumfalnie na środku kuchni i tak na mnie spojrzał, jakby chwilowo przejął obowiązek wyżywienie rodziny. Po oględzinach, które upewniły mnie, że na pierwszą pomoc za późno, wyrzuciłam wróbla za okno. Gdy więc jadłam śniadanie, Ryszard konsumował swoje w trawie, odwrócony do domu tyłem i mruczący pod nosem jakieś krytyczne uwagi (pewnie na mój temat).

Tak się przyjemnie złożyło, że pracę skończyłam wcześniej, nawet zdążyłam zjeść obiad w Il Forno. Kiedy dojechałam do domu Fred był już na nogach (a wrócił z Północnej o dziewiątej rano!) i niestety przygotowywał się do kolejnego wyjazdu. Ciężka noc przed nim. Mnie wystarczyła świeżo zaparzona zielona herbata i zaczęłam sesję z dr Pierzastą — kolejne pomysły na dziwaczne hipotezy podrzucone, nie wiem, co z tego wyniknie.

Wieczorem rozmawiałam z mamą, tematyka raczej luźna. Podobno facetka od niemca, Eine Kleine mit große Brille, jest ciężko chora. A mnie się zawsze wydawała niezniszczalna (to taki przypadek osoby, którą z czasem zaczęłam lubić, pomimo tego, że kiedyś wydawała mi się zbyt surowa). Ech, no. Dzisiaj już nic nie myślę, może trochę genealogii, potem idę czytać o małpach.

czwartek, 12 maja 2022

877. Niech to anielka!

Czyli wiadomo, że przeklęłam więcej niż raz. Nie dość, że się od rana napierniczałam z officem, to jeszcze gościu od sobotnich zajęć ocknął się z drzemki, gdy już sądziłam, że moje pytanie do niego nie dotarło. Nie cierpię poganiania i natłoku spraw, na dodatek napisałam kartkówkę i nie rozumiem czemu (tak szybko i) tak nisko została oceniona. Poza tym tekst jest do zrobienia, i chyba jutro będzie spotkanie z promotorką, bo nie mam informacji, że nie będzie. Więc ... w środku dnia poszłam spać, obok męża i kota. Wstaliśmy wszyscy troje przed piątą, mąż do pracy, kot na spacer, ja do laptopa. Tyle dobrego, że mam już normalny edytor tekstu (wydaje mi się, że i tym razem problem leżał po stronie programu antywirusowego, chociaż głowy nie dam sobie uciąć). Kochany jest w drodze do Północnej, koci patrol za oknem, włosy umyte i mokre, herbata z cytryną stoi przede mną. Kolejność będzie taka: herbata i niemiecki, magisterka, tekst do Dochtóra Dziwaczka. 

Na pocieszenie: pogoda paskudna. 

PS. Mój mąż jest najlepszy na świecie, umył dzisiaj łazienkę, przypomniał mi, żebym coś zjadła (pizza-gotowiec z Tesco, czyli chyba był obiad) oraz wyściskał mi pupę.

środa, 11 maja 2022

876. Przeklęłam tylko raz.

Dzień zaczęłam od ... drzemki (Kochany krzątał się od świtu), robienia zdjęć kotu siedzącemu na śmietniku za oknem i nastawieniu prania. Około południa próbowałam też wyjść nad morze, ale spacer odbył się dookoła komina, bo gdy tylko oddaliłam się od domu wyraźniej dostrzegłam nadchodzącą chmurę deszczu i ruszyłam na ratunek pościeli rozwieszonej w ogrodzie. Zajmowało mnie dzisiaj to, co powinno: przeszukiwanie EBSCO i czytanie artykułów. Ponieważ zaczęłam pisać nie na żarty, przyszło mi do głowy, żeby pożegnać się z apaczem i przeprosić z Microsoftem. Od tego momentu pierniczę się z instalowaniem pakiet Office 2021 i końca nie widać. Zdążyliśmy w międzyczasie obejrzeć z Kochanym dwa krótkie dokumenty: Kamieńskiej Dzień za dniem (1988), o przodowniczkach pracy i Marzyńskiego Przepraszamy za usterki (1966), o telewizji od kuchni. Fred już łapie sen w pachnącej pościeli, ja zgrzytam zębami.

wtorek, 10 maja 2022

875. Wtorek, dziesiątego.

Praca, potem wpadłam w ramiona Freda, który czekał na mnie pod budynkiem. Cokolwiek bym dzisiaj nie zjadła (w porze lunchu byłam w Moorlandzie na zupie), czułam się straszliwie obżarta. Ogólnie dzień rozważań i dumań akademickich z których dalej niewiele wynika; samochód skrzypi tylnym kołem; właśnie skończyłam słuchać wykładu.

poniedziałek, 9 maja 2022

874. Czekanie na iluminację.

Nasza sobotnia obserwacja dotycząca paproci potwierdza się — Irish Water wystosowała (na razie) zachętę do oszczędzania wody, bo zima była wyjątkowo sucha i niektóre regiony jeszcze przed pełnym sezonem letnim zaczynają odczuwać skutki niedoboru deszczu.

Zrobiliśmy z Dejwem super lunch, (niestety) wszystko smażone, pysznie było ;)

Samochód u mechanika, wracałam do domu autobusem. Z tego powodu miałam okazję spotkać na dworcu Alexa. Nom, coś jest z tym chłopakiem nie tak, umiejętności społeczne mu kuleją; kulały zawsze, ale teraz, wyjęta z kontekstu, wędrująca we własnej chmurze, wyraźniej to zaobserwowałam. 

W domu (w ogródku w zasadzie, bo akurat rozmawiał ze szpakami) przywitał mnie mąż, w skarpetkach w geometryczne wzory. Fred zrobił mi obiad na który cierpliwie czekałam nie kiwając ani jednym paluszkiem. Ponownie pysznie. Trzeba kupić płaską baterię do wagi łazienkowej. A na razie zielony, wiosenny sen po obiedzie, potem zamulanie magisterskie. Czekanie na objawienie męczy. Podjarałam się używaniem kalendarza w aplikacji (Teresa mnie dzisiaj zainspirowała). Kot wrócił mokry ze spaceru i dał sobie wytrzeć papierowym ręcznikiem tylne łapki. W pracy byłyśmy zgodne, że to wszystko (życie) za szybko zaiwania do przodu. Znowu zrobiło się za późno na oświecenie. Dobranoc.

niedziela, 8 maja 2022

873. Niewystawnie.

Bardzo słonecznie, ale powrócił wiatr tarmoszący morzem. Fred od wczesnego popołudnia w pracy, zaledwie na chwilę wyszłam do ogrodu, poza tym obijałam się sama od ściany do ściany i nie wiadomo kiedy zjadłam całą tabliczkę czekolady (och, jak to się mogło stać?). 

872. W kółko.

Poranna mgła zdradziła mi wszystkie sekretne pajęczynki zainstalowane w naszym ogrodzie. 

W piątek padłam jak nieżywa do łóżka, w sobotę budzik wyrwał mnie ze snu o siódmej, w zasadzie nie wiem po co, bo i tak nie kontynuowałam czytania nudnego artykułu, chociaż tak to sobie ubzdurałam dzień wcześniej. Nie było mnie na zajęciach, ale wątpię, żeby prowadzący wymyślił konsultacje zaliczeniowe z godziny na godzinę. Po kawie poszliśmy z Kochanym nad morze, bez aparatu, wszystkie zdjęcia z kalkulatora, więc na pierwszej fotce słabo widać mgłę unoszącą się nad plażą (a była). Pogoda sennie-burzowa, my raczej milczący, Fred mielił w głowie myśli (jak mi wyjawił) o różnych dziadersach. 

Odnoszę wrażenie, że ten rok jest znacznie suchszy niż zazwyczaj, na Głowie goarse nie kwitł tak spektakularnie, jak co roku, gdy jego mirabelkowy zapach aż wżerał się w mózg, paprocie też słabo wychodzą.






Gdy kończyliśmy zajadać rybę z frytkami, podeszła do nas Ukrainka z przetłumaczonym w smartfonie zdaniem, gdzie tu można zobaczyć foki. Wskazaliśmy jej drogę (Kochany spocił się próbując użyć swojego rosyjskiego ze szkoły podstawowej, a ja to już w ogóle wycofałam się na z góry upatrzone pozycje). Trzy panie z dzieckiem zobaczyłam ponownie na molu — są w kraju dopiero trzy tygodnie, mieszkają w Drołdzie, domyślam się, że próbują sobie jakoś wypełnić wolny czas. 



— Kłóliki widzę!

Bardzo lubię taką pogodę, szczególnie, gdy istnienie ludzkości nie naskakuje na mnie dźwiękowo. Czuję się wtedy, jakbym wróciła do lat matolęctwa i czasu wakacji. Frytki, które się we mnie nie zmieściły, przyniosłam do domu — fruwający sąsiedzi byli zachwyceni. Uczta zapowiada im zmianę menu na letnie (skończyły się już kulki tłuszczu, a reszta ziarna dla wróbli jest na jesień). Fred pojechał kupić chleb, a mnie odłączyło prąd, w tym tygodniu często tak mam i jest to dość męczące. Wszystko przez to, że idę spać o bezsensownych porach (to którą mamy teraz godzinę? ;)). Jeszcze w porcie Kochany zadzwonił do Ka i znowu najechaliśmy dom przyjacielowi męża; we czwórkę obejrzeliśmy w końcu Zjawę (2015) z Leonardo. Powrót był po północy, kot czekał na nas drzemiąc pod samochodem Anne.

piątek, 6 maja 2022

871. Dziękuję, nie narzekam.

Kochany zajęty był przepychaniem dalej swojego projektu filmowego, zgłaszaniem do konkursu, i takie tam inne. Ale przyjechał po mnie do pracy i nawet chwilę jeszcze połaziliśmy po mieście szukając w deszczu dnia wczorajszego. Jak się okazało, można u nas kupić stojaki na winyle, ale już pudełka na pojedynczą płytę dvd niekoniecznie. Czyli nie tyle jesteśmy retro, co zwyczajnie zapóźnione z nas staruchy 😁 Jakby na potwierdzenie tego faktu Fred kupił mi ciepłe kapciuszki na zimę. 

Wieczorem w końcu się rozpogodziło (na pohybel całodziennej chlapie), po obiedzie pyszniastym trochę czytałam na jutro, chociaż zajęcia są kilkaset km w prawo i nie wiem jeszcze, kiedy je odrabiam. Film balkonowy (2021) Piotra Łozińskiego był oglądany, przez pierwsze kilkadziesiąt minut we dwoje, potem małżonek wymiękł. Może jestem zbyt wymagająca, ale za dużo metafory życia jest w tym widoku na ulicę z balkonu przy Walecznych 17. Dłużyzny są, znaczy.

czwartek, 5 maja 2022

869-870. Majowa mielonka.

Małżonek wyrwany przeze mnie ze snu znalazł mi okulary, które wieczorem zostawiłam tak, że w środę rano były na podłodze i to wcale nie po mojej stronie łóżka. Znalazł, po czym zapadł w śpiączkę. W pracy odrobiłam wtorek (był lunch w Moorlandzie i senny powrót komunikacją miejską do domu), po czym krótko po powrocie wygenerowałam link i porozmawiałam z Jujką, z którą razem mamy napisać esej. Fred w tym czasie był już po drugiej stronie kraju, wrócił gdzieś w nocy, gdy wierciłam się w objęciach Morfeusza. Piszę dopiero dzisiaj, bo wczoraj mi się nie bardzo chciało, nie było też zresztą o czym. Tymczasem kot obudził mnie ponaglająco (mamo, umieram z głodu!) tuż przed esemesem od Jujki. Kochany śpi, pralka chodzi, rozmowa z Jujką odhaczona, dwa artykuły wysłane do akceptacji. Good.
___
edit 23:55 Dochtór zaakceptował jeden z artykułów, będzie na czym pracować, ale dzisiaj nie zaczęłam. Butki w monstery i kurtka Rolling Stonesów miały swoją inaugurację (do towarzystwa sztruksowej spódniczce i bandanie Freda), gdyż Ka został zesłany na zwolnienie lekarskie (żeby kózka nie skakała ...), więc mogliśmy wpaść na pogaduchy. No i wpadliśmy. Takie odniosłam wrażenie, że przyjaciel męża chciał po prostu odpocząć od gadania Jot, ale mu się nie udało, przy okazji my też sobie posłuchaliśmy. Pomóc nie umiemy, Jot ma chyba kiepski moment w życiu i sama się zapętla w pretensjach, zobaczymy, co się z tego wykluje. Za to Żółty szalik z Gajosem (2000) był oglądany. Pilchowy tekst marny, koncertowo zagrany przez wybitnego aktora.

wtorek, 3 maja 2022

868. Postanowienie.

Im mniej do roboty, tym bardziej nie nadążam — takie ciekawe zjawisko psychologiczne. Po wielu dniach przerwy nachodzą mnie pytania w stylu to co ja miałam zrobić i na kiedy? Bardzo frustrujące, chociaż domyślam się że część tego poczucia to zwykłe niewyspanie. Ale zasiadłam do drugiego spotkania CBT jako tako otwarta na to doświadczenie. Tyle, że to dopiero popołudniem. Wcześniej Kochany wyjechał do pracy, a ja wyszłam na spacer nad morze jednocześnie rozmawiając z tatką, który zadzwonił z chęci pokazania swojego "rodos" (mama w tle puszczała stare, francuskie piosenki). Zrobiłam prasowanie, ugotowałam rosół i przy okazji obejrzałam w końcu Przyjaźń czy kochanie (2016). Jak się spodziewałam po oziębłych recenzjach, film jest raczej żartem, kpiną z podgatunku, Beckinsale świeci wielkimi zębami i razi opaloną twarzą, a niedawno odwiedzony przez nas Russborough House widać wyraźnie na samym początku (później już lokalizacji tak nie analizowałam). Postanawiam sobie iść zaraz spać i jutro wstać jako wypoczęty człowiek.

867. 2 maja.

Ach, i wyszło inaczej. Po obejrzeniu pięciu minut Nadzwyczajnych doszliśmy do wniosku, że ze względu na tematykę fajnie byłoby obejrzeć go z Ka. Doszło do podmianki na Incepcję (2010) — oczywiście od początku domyślałam się, że w fabule będzie wątek z odróżnieniem jawy od snu. Po filmie do drugiej w nocy, nieszczęśnicy, rozmawialiśmy o snach, kłamstwach i złudzeniach.

Jeszcze przed południem niejako wywołany myślami, Ka zadzwonił z ogłoszeniem, że przecież już od jakiegoś czasu są w domu (wrócili z Gran Canarii) i skoro jest taka sytuacja, to może wpadniemy. Decydujemy więc, że wieczorem jak najbardziej, nawet wyprawa po pizzę została zapowiedziana.

Ponieważ Kochanego obudził soundtrack The Town I Loved So Well, to mu puszczam ten kawałek w wykonaniu Wiadomo Kogo. Jeszcze chwilę rozmawiamy o wielkości Luke'a. Potem słuchamy wersji Ronniego

Ech, i wiesz, że nie żyje już nikt z oryginalnych Dublinersów? rozrzewniłam się.
A wiesz, że ja się boję tego momentu, gdy siądziemy i powiemu "wiesz, że z Rolling Stonesów nikt nie żyje"? Fredowi oko wilgnie, aż go muszę przytulić.

Poza tym prownicjonalna stabilizacja. Z mamą rozmawiam o tym i tamtym; snuję się po drzewach genealogicznych i blogach o Kraszewicach. Kot Ryszard upolował (chyba) ptaszka, ale ominął dom ze swoim łupem (widziałam go przez okno w kuchni), potem udawał, że nie ma o niczym pojęcia. W głośnikach Bukartyk, poeta codzienności, z wszystkich możliwych płyt. Małżonek dziś obiad preparuje, potem jedziemy na zakupy i do przyjaciół. Po pizzy Nadzwyczajni (2019), którzy okazali się średniej jakości filmem edukacyjnym o pomocowości w autyzmie. Wynika z niego, że Francja jest daleko w tyle za Irlandią w tej kwestii. Dyskusja się nam rozwlokla, nic więc dziwnego, że dopiero teraz jesteśmy z powrotem w domu.

niedziela, 1 maja 2022

866. Majowy stan umysłu.

Początek dnia taki sam jak wczoraj, tylko bardziej. Zamiast kapania, zdecydowany deszcz. Ryszard wyrwał mnie z głębokiego snu wpół do ósmej szturchając mnie w łokieć. Pomimo aury po obiedzie poszliśmy z Kochanym na spacer, a raczej podjechaliśmy do plaży samochodem ze względu na kocie zapędy, żeby nam wszędzie towarzyszyć. Ryszard poszkodowany nie został, przed wyjazdem w mżawce zrobiliśmy z nim kółko po osiedlu. Idziemy, patrzymy, ciągnie za nami pomimo deszczu, mała, futrzasta łajza. Już przy sklepie, po drugiej stronie ulicy szła rodzina z dziećmi i jedna latorośl rozpoznała kota, a nawet zaczęła wołać Richard! Richard! Richard tylko się obejrzał, nie mam czasu, z rodzicami idę, talk to u later. W zasadzie nie wiadomo kiedy minął dzień, nagle nieodwołalnie zrobiła się dziewiąta wieczorem, a małżonek zorientował się nawet, że jest niedziela i maj. Wszystko jest mokre, to ciepła, bezwietrzna wilgoć. Słońce właśnie zachodzi. Trochę słuchałam Harry'ego Stylesa (łomatkobosko!), trochę Rolling Stonesów, Fred wygrzebał film, który może być odpowiedni na majowy stan umysłu, francuski dramat Nadzwyczajni (2019). Będzie się za chwilę okazywało jak bardzo.