Poprzedni dzień był podobno najbardziej depresyjnym dniem w roku. O dziwo, tym razem byłam kompatybilna. Nie tyle depresyjnie, co czułam się słabo, poszłam szybko spać i spałam jak dziecko (a Fred, który położył się obok mnie po północy, twierdził, że pachnę niemowlakiem). Chyba jest lepiej. Później zadzwonię do domu z życzeniami dla babci Mani.
___
edit 13:05 Życzenia złożone telefonicznie, babcia Mania się rozpłakała i mówi, że czeka na nas. Ale włos to mam ... na oko cztery cm odrostu. Mój naturalny, chłodny odcień przyprószony siwizną. Te siwe świętują, zaczynają się kręcić. Gadamy sobie z Fredem o Beskidzie Niskim i pewnej działce na południowym stoku, więc mężowi oczy mokną. Szukamy agroturystyki Cow & Boy, ale nie ma po niej śladu na żadnej mapie. Piję pod to kawę. Rozmawiamy o wszystkim. Jestem szczęściarą. Żadnych narcyzów-manipulatorów próbujących dramą zwrócić na siebie uwagę. Robię mężowi kawę na drogę. Portlaoise wymawia się pɔːrtˈliːʃ.
___
edit 19:27 Sama w domu, nie licząc kota, więc postanowiłam wskrzesić znany mi, wiejski klimat i obejrzeć jakiś angielski kryminał, jakby była tu moja mama. Padło na 4.50 z Paddington (2004) z Geraldine McEwan w roli panny Marple. Niedorzeczne, ale urokliwe.
Ja dzisiaj też dzwonię do Babci :)
OdpowiedzUsuńTo drobnostka, a potrafi bardzo ucieszyć. Moja babcia jest zakochana w moim mężu :D
UsuńBlue Monday to reklamowy humbug.
OdpowiedzUsuńByć może :) Zorientowałam się po czasie. A czułam się źle z innego powodu (najprawdopodobniej lekka gorączka) - gdy wskoczyłam do łóżeczka, poczułam, że pozycja pozioma to czysta rozkosz ... nie mogłam się należeć ;)
Usuń