— Mam dobre życie.
— Tak?
— Mam żonę, mam kota ... żona sama do mnie przyjechała, kot sam przyszedł ...
Miły ma dzisiaj dzień odsapki. A wczoraj kupił sobie jasnoszarą koszulę-kurtkę Peregrine z grubej, szorstkiej wełny od Moona. Kiedy myślałam o tym zakupie, była trzy razy droższa. Właśnie za to kochamy TK Maxxa.
A dla mnie wszystko trochę grumpy. Pobolewa mnie migdałek i mam wrażenie, że sprawy się wloką, a ja razem z nimi. Fred na pocieszkę wyciągnął mnie do miasta. Byliśmy w Bootsie, polskim sklepie (nie mieli moich ulu ciastków), Tesco, Lidlu (zawsze przy wyjściu naciskam te guziki zbierające opinię o sklepie trzy razy — za mnie, za męża i za kota) i TK Maxxie — w tej kolejności. Małżonek twierdzi, że obkupiliśmy się jak Kris na wyprzedażach. Gdy wyjeżdżaliśmy z miasta, drogę przecięły nam dwa bawiące się w ciemności szczury. Najważniejsze zakupy to skórzany pasek, który posłuży do naprawienia Fredowych szelek, tester nowej karmy dla Rysia (po hicie jakim były paszteciki w puszeczkach Gourmet, teraz coś, co nazywa się Melting Heart — Rysio wylizał z nabożną czcią, chociaż nie był głodny) i dorsz do usmażenia na kolację.
Dorsz zjedzony (lub omemlany — przeze mnie) i powoli wygaszamy poniedziałek. Kaś MatkaKotom na linii.
Małżonek ma chyba bardzo pojemną garderobę.
OdpowiedzUsuńNo właśnie oboje nie mamy na nic miejsca. Kupujemy tylko to, co niezbędne ;)
Usuń