Strony

piątek, 10 stycznia 2020

24. Wieje.

Ubić to mało. Fred kupił mi w Północnej dwie pary wełnianych Pringli i szkocki szal Begg & Co. w niebiesko-biało-czarną kratkę (kaszmir + jedwab, prać tylko chemicznie). Przyjechał o ósmej rano, wypił herbatę z cytryną i miodem, wziął prysznic i poszedł spać. Kocham go. Tymczasem pogoda na wieczór zrobiła się fujowa, Ryś nie w sosie, nie wie co ze sobą zrobić. Kto wie, może jest reinkarnacją Davida Bowie? Dzisiaj mija czwarta rocznica śmierci ...

— To co, oglądamy coś?, pyta Fred.
___
edit 00:11 Absolutni debiutanci (1986) z Davidem nie zachwycają, za mało Bowiego, są dobre pomysły, ale za dużo chaosu i hałasu. Aż po godzinie musieliśmy zrobić sobie przerwę, bardzo miłą.
___
edit 01:33 Nadal na nogach, słuchamy płyty Soyki i Iwańskiego In Concert (1990), Fred gra na mnie.

2 komentarze:

  1. Nie kojarzę Bowiego jako wybitnego aktora. Czy nawet dobrego. Tak popatrzyłem po spisie filmów, w których grał i jedyna jego rola, którą zapamiętałem to ta z "Zagadki nieśmiertelności" (The Hunger).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obejrzyj "Wesołych świąt, pułkowniku Lawrence", tam trochę pograł.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.