Sztorm wylewa wiadra wody na okna i myje samochody. Po południu trochę się przejaśnia, wyruszamy po chrzan do polskiego sklepu i sprawdzić jedno kawowe miejsce na nabrzeżu. Trafiamy akurat na początek odpływu, woda dopiero niedawno wpełzła na drogę, ale gdy dojeżdżamy do miasta rzeka właśnie rusza pędem ku ujściu. Po drodze do kawiarni mijamy ogacone słupki:
Canale to wspaniałe miejsce, bruschetta pyszniutka, flat white ma mleko idealne, będziemy tu przychodzić nie raz i nie dwa. Siedzieliśmy tam prawie półtorej godziny, a po powrocie odpaliliśmy biografię Hawkinga, Teoria wszystkiego (2014). Duże rozczarowanie, papka dla pensjonarek, główny aktor dobry, poza tym dwie godziny o niczym, bo scenariusz to kiła. Zapamiętałam tylko kartofle i groszki oraz ... zapomniałam co.

Z filmu zapamiętałem to, że z każdą chwilą gdy o nim myślę, jestem bardziej wkurzony, bo autorzy filmu ukradli mi dwie godziny oszukując, że to film o Hawkingu, jego pracy naukowej, życiu prywatnym i chorobie, tymczasem nie jest ani o jednym, ani o drugim, ani o trzecim. Jeżeli prawdą jest, że opiera się na autobiografii jego pierwszej żony, to jest to film o tym, że chciała ona w swoim życiorysie przedstawić się z jak najlepszej strony, dlatego kwestie dramatycznie najciekawsze pomijała, opowiadając o pierdołach używając przy tym nic nieznaczących ogólników.
OdpowiedzUsuńCo się zaś tyczy włoskiej knajpki, doskonale rozumiem dlaczego Makłowicz opowiadając kiedyś o marzeniach na swoją emeryturę, tak się uśmiechał mówiąc o domku z winnicą w Toskanii. Ja również mógłbym spędzać długie godziny rozkoszując się chlebem maczanym w oliwie, sałatkami i innymi pysznościami skomponowanymi według sprawdzonych receptur włoskich mistrzów podniebienia.
Po seansie byłam zdumiona, że film w ogóle zdobył jakieś nagrody, bo słabizna scenariusza go dyskwalifikuje, szczególnie jeśli ktoś pamięta biografię Nasha.
UsuńTo jest dobre miejsce, ma w sobie ciepło południa Europy. Następnym razem trzeba przetestować makarony ;)
Życie Hawkinga wydaje mi się zupełnie niefilmowe.
OdpowiedzUsuńMyślę, że dałoby się znaleźć do niego klucz. Kłopot polega na tym, że film jest nakręcony na podstawie autobiografii ... żony. Która nie chciała dyskutować o tym jak sobie radziła i jak funkcjonowała jej rodzina. Ta opowieść to wydmuszka o niczym. Nie wiemy dlaczego oni się zeszli, jak Hawking się leczył, jak pracował, jak żona pracowała. Oni w zasadzie nic nie robią, dialogi są płaskie, nie ma wydarzeń, nie ma emocji ...
UsuńOglądałam ten film, pomyślałam wtedy, że może nie byłoby tak źle być z kimś.
OdpowiedzUsuńNo tak, ale ... jaka była podstawa ich związku? O czym rozmawiali? Rozumiem, że ona powiedziała, że go kocha, bo 2 lata nie wydawały się wiecznością. A on w swojej sytuacji i tak chwilowo nie widział innej szansy na kogoś do bzykania, więc brał jak leci. Tyle, że związek to ciągłe przebywanie w swoim towarzystwie - trzeba o czymś rozmawiać.
UsuńFakt, kwestia "takiego" związku w moim odczuciu została fajniej pokazana w "Kolekcjonerze kości"
Usuń"Takiego", czyli jakiego? Myślę, że chociaż akcent jest położony na niepełnosprawności Hawkinga, sprawa miała znaczenie w zupełnie inny sposób. Gdyby nie wózek, ta pani zniknęłaby z jego życia znacznie szybciej. Tak to przynajmniej oceniam w oparciu o film.
Usuń