W naszym domu trzeba chyba zamontować półeczkę specjalnie na folkowe płyty. Nóżka tupie mi od rana. Odpoczno again.
Rano czytam, że w nocy umarł pan Gruza (był dwa dni młodszy od babci Mani). Jeszcze wczoraj rozmawialiśmy z Fredem o Wojnie domowej.
Po południu, po obiedzie pierogowym, jedziemy do Ka&Jot na seans filmowy (ja w musztardowym bereciku, kraciastym płaszczu i wełnianej sukience, Fred elegancki jak zwykle). Opychamy się pizzą, rozmawiamy o polskich cudach, korbie teściów i tego jak sprawnie zmienialiśmy tematy z politycznie śliskich na koty :). Z kilku filmów Ka wybrał Jestem Bogiem (2012), wspomnienie o Paktofonice. Muzyka nie moja, film interesujący, z drugiej strony pamiętam, jak bardzo ekscytowała się nim młodzież, a mi do ekscytacji daleko, chociaż Ogrodnik i reszta obsady bardzo w porządku. Poza tym małżonek dostarczył resztę pieniędzy, panowie pozachwycali się prowadzeniem, a na zakończenie dnia Ka podprowadził nam Hondę pod dom. Jeszcze tylko Fred musi go odwieźć z powrotem. Czekam więc. Nos zimny, zapowiada się zapalenie zatok. Efekty przechodzącego sztormu wloką się w jego ogonie, na drogach ostrzeżenia przed możliwym gradem.
Jaki kolor?
OdpowiedzUsuńZgodnie z tym, co widzę za oknem, gołębi metalik :)
Usuń