Strony

piątek, 14 lutego 2020

59. Powrót.

Obudziłam się o 3.30 czasu polskiego. (nie liczę lekkiego zasłabnięcia z samego rana, przed śniadaniem) Podróż była spokojna, ze słonecznego (wczoraj)  Dolnego Śląska relokowałam się do pochmurnego hrabstwa Louth bez żadnych komplikacji. Na lotnisku miałam troje odprowadzaczy, dwoje dwunożnych i jednego czworonożnego:


W Dublinie zostałam przywitana po staroirlandzku, białymi różami i pączkiem. Po drodze wstąpiliśmy do Tesco, żeby kupić coś na obiad, i już około jedenastej (czasu irlandzkiego) mogłam sobie podsmażyć krewetki na śniadanie. Jem je tym razem sama, bo małżonek i kot odsypiają pracowitą noc.

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Nie tutaj, mieszkamy na wybrzeżu. Choć akurat te krewetki nasze nie były, i od razu w marynacie fajita (papryka, kminek, pieprz cayenne, czosnek). Bardzo smaczne na ciepło, z chlebem ;)

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.