to trudno wyjść na prostą. Przez cały ten tydzień czułam się chora. W sobotę było nie lepiej. Chodziłam zakutana w szal, i chociaż mamy plan pojechania do miasta, dajemy sobie spokój. Obiad jest więc wegetariański, z beszamelem na serze co mógł zaraz wyjść z daty. Pyszota. Wieczorem oglądamy Amadeusza (1984) Formana w wersji reżyserskiej, 10/10! Nie nuży, choć wiadomo jak się kończy, każdy kadr to arcydzieło.
Minęły 2 lata jak przyjechałam na stałe do Irlandii.
Niedziela.
W okolicy chyba jest jakiś diler kocimiętki, bo Rysio dostaje z rana gupiego rozumu. Poza tym dzień o wiele zdrowszy (dla mnie, Freda wieczorem coś zaczyna brać). Po południu byliśmy na zakupach — podróż do miasta w takt płyty Kasi Krzaczek The Whole Story (1986), w nowym samochodzie można podłączać muzykę bezpośrednio z telefonu, czyż to nie cudowne? Oglądamy też Dwunastu gniewnych ludzi Lumeta (1957) — jakże zmienił się świat, wyobrażenie męskości i tego, co wypada. Wachlarz typów męskich, ani jednej kobiety, i ja wiem, że taka konwencja, ale jak to teraz jest słabe, jak bardzo plemienne i słabe.
Amadeusz - jeden z moich ulubionych filmów.
OdpowiedzUsuńMamy go na dvd i odkładaliśmy wspólny seans od dawna, bo długi. Piękny kawał kina.
Usuń