Strony

niedziela, 9 lutego 2020

53-54. Weekend przemieszczeń.

Sobota.
— Nie wiem jak się wyciąga, oświadczył mi z rana małżonek ;D


Trochę szkoda opuszczać miasto w ten piękny, słoneczny dzień. Teściowie zachowywali sie optymalnie, na tyle na ile mogli. Wspólne mieszkanie byłoby dla mnie uciążliwe. Na e-poczcie mam już pierwszy link od teściowej na temat zdrowej żywności. Bywa i tak. Przed północą wchodzę do domu rodzinnego (przejechałam nad Wisłą i przez Zwoleń-Radom-Przysuchą-Opoczno-Piotrków Trybunalski-Bełchatów-Wieluń-Wieruszów-Kępno dotarłam do Wrocławia Głównego dziesięć po dziesiątej wieczorem, za Piotrkowem zaliczyłam nawet 45-minutowy postój w Złotym Młynie) i moszczę się, bo mniej więcej jeszcze ogarniam lokalizacje różności. Ale nie czuję potrzeby bycia tu na forever and ever. Jest mi dobrze w moim życiu, takim jakie ono teraz jest gdzie indziej.

Tego dnia, już w trakcie trwania mojej podróży, Fred rzutem na taśmę zakupił jeszcze dwie płyty dvd. Nie bardzo idzie nam kontakt, gdy znika zasięg internetu ...

Niedziela.
... ale z rana wiem, że Rysiu czekał na tatę w środku. Oboje odsypiamy, ja obowiązkowo przed włączonym tv (tym razem padło na odcinek Columbo z hasłem Różyczka), małżonek w naszym łóżku, z kotem. Nie wychodzę na słońce. Gadam z Maksiem i resztą trzody. Nad Europą przechodzi sztorm Ciara.
___
edit 21:10 ... no i się okazuje, że ten mój Hilary wcale nie zgubił okularów, które myślał, że zgubił na lotnisku.

2 komentarze:

  1. Moja mama zawsze powtarza, że rok, który przemieszkała z teściami pod jednym dachem był najgorszym rokiem w jej życiu :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.