Czwartek.
Byłam bardzo dzielna prowadząc po południu do Slane i z powrotem. Kolejny duszny dzień. Po powrocie z przejażdżki i obiedzie siedzimy na trawniku, tak jak wczoraj. Fred twierdzi, że ogorzała mu od tego twarz, ja mam z kolei stopy indiańskie.
Podobno sąsiadka spod czwórki powiedziała komuś z councilu, żeby sfotografowali nasz front garden (njus od Katlin). I sfotografowali, w czasie naszej nieobecności. Za to Anne po zmroku zapukała i dała nam w prezencie fancy kawę.
Wieczorem gra nam płyta Rolling Stonesów Aftermath (1966).
Piątek.
Znowu obudził mnie koszmar. Technicznie rzecz biorąc, obudził mnie Rysiu i jego pacająca łapka, bo tata wstał dziś pierwszy i jeść nie dał, więc chodzi o to, żeby nikt w domu nie spał i żeby patrzyli wszyscy na kota. Ale sen dobrze pamiętam. Dzisiaj to był sen o tym, że Fred palił papierosy. A wczoraj śniło mi się, że jestem w domu w Polsce i tamtejsza szkoła próbuje mnie wmanewrować w kościelny projekt. Hormony. To one odpowiadają za takie głupoty. Od lat mam ciężkie sny w pewnym momencie cyklu.
Z miłych rzeczy: przyszły zamówione kontakty, szybko i bezproblemowo, to lubię.
Przed południem w odtwarzaczu Singles The Smiths (1995). Potem znowu płyty Gallaghera. Rozmowa z fendera stratocastera Rory'ego przechodzi na Krisa Człowieka Anegdotę i to jak ukradł ze sklepu gibsona les paula, po czym uciekał na batavusie z gryfem wystającym jak lanca. Don Kichot na rowerze z ukradzioną gitarą pędzący przez miasto Boskoop.
A skoro już pobudziłem wszystkich:
Słońce leniwie ale zdecydowanie zmierza ku zachodowi, gdy rozmawiam telefonicznie z mamą, a Fred z Usz. Wnioski: dobrze, że tu jesteśmy. Mama oświadczyła, że jeśli wygra milion, ucieka z tego popierdolonego kraju na Alaskę. Fred wkurzony informacjami o sprawie Wu, chce mieć irlandzkie obywatelstwo.





A po cóż on garden sfotografowali? W Kraju Umiłowania Wolności to budziłoby odruchowe zaniepokojenie.
OdpowiedzUsuńGdyż taki tu zwyczaj, że mieszkańcy sadzą przed domami kwiatki, a potem się jarają, bo są jakieś konkursy albo na najfajnieszy ogródek, albo najładniejszą ulicę. Przedstawiciele chodzą i focą. U nas zawsze był tylko trawnik, a teraz pojawiły się kwiatki. Sąsiadka, która dość słabo nas zna, i też uprawia ogródek przed domem, zadzwoniła do councilu, że tu taki pan codziennie chodzi i podlewa, a oni nie sfotografowali, i że ona nalega, żeby sfotografowali. Wyobrażasz sobie cuś takiego w Polsce, @Aberfeldy?
UsuńJa sobie wyobrażam, bo za PRL-u tak bywało. Moja babka trafiła kiedyś z sąsiadkami z pionu do "Gazety Olsztyńskiej", bo miały najładniej ukwiecone balkony w mieście. Tzn zdjęcia tych balkonów trafiły do gazety :)
UsuńW pytaniu chodziło mi o to, że osoba, której twarzy kompletnie nie pamiętam, zgłosiła swoje rozczarowanie, że jej ogródek sfotografowano, a naszego nie ;)
UsuńTaki zgrabny miałem komentarz i bloger go nie przyjął. :-(
UsuńNie widzę go nigdzie w spamie. Uleciało :(
UsuńPierwsze pytanie, podszyte niepokojem: po co?...
OdpowiedzUsuńA odpowiedź taka prosta !