Strony

czwartek, 8 lipca 2021

569.Kocia pogoda

Na powitanie o piątej rano z krzaków wyszedł Rysio. Śniadanie, ulubiony pasztecik i przysmaczek. Po zjedzeniu dwudaniowego posiłku z deserem do czysta kot zniknął, bo kocia pogoda.

Fred prawie od razu wskoczył do łóżka. Mędziłam jeszcze trochę przy komputerze i też położyłam się spać ... na dwie godziny. Jednak na zewnątrz było za ładnie, lubię takie bezwietrzne szarówki i sumienie mnie obudziło. Wstawiłam pranie, zarezerwowałam dla Ryszarda drugie szczepienie u weta i wyszłam na spacer. Na ulicy nadbrzeżnej rozstawiła się oryginalna, lilipucia kawiarenka, kawki gadały na słomianych dachach, w kawiarence przy plaży słychać było stare Wham, na części strzeżonej szkółka wakacyjna i gwarno (tutaj morska trawa już wysuszona i pobielała), za to z drugiej strony, na bezludnej części plaży łagodny przypływ podrzucał kolejną porcję zieleniny. Przeszłam się plażą do końca, na trochę weszłam w domkową dzielnicę, zeszłam schodami z drugiej strony i wróciłam przez centrum wsi.

Plan na obiad był taki, że może w porcie będą sprzedawali gotowy chowder, to zjemy, i zobaczymy co dalej. Z braku chowdera tam, gdzie lubimy, najbliższym miejscem do sprawdzenia była Forge Field Farm. Czekaliśmy na stolik z 10 minut (akurat Katlin, Lisa i mały Ethan byli na lunchu, więc głośno im machaliśmy na powitanie i pożegnanie, Ethan lubi się przywitać i pożegnać bardzo dokładnie, z wykrzykiwaniem imion itd.). Nie poprzestaliśmy na zupie (minestrone, kurczak z makaronem i jabłecznik na ciepło z lodami dla mnie, jagnięcina po grecku i pavlova dla Freda). Z tego rozkoszowania się jedzeniem dopiero kilka minut przed piątą zorientowałam się, że zamykają. Obiad ograniczył nasze zakupy do paru niezbędników z Lidla. Po powrocie do domu, jeszcze przed herbatą, odbyliśmy długą weranda njus z Katlin i Anną Emerytką, z tego pewnie ⅓ była o Ryszardzie (który naszą wizytę w restauracji i sklepie przespał w sypialni). Więc już wiemy, że w czasie naszej wczorajszej nieobecności Rysio wlazł Katlin do salonu i nie chciał wyleźć zza sofy. Kot słuchał tego siedząc obok, przytakując, że wcale nie żałuje. Pomimo niskich chmur przez cały dzień nie spadła ani kropla deszczu. Moja pogoda. Kot śpi na zewnątrz zwinięty w kłębek na granicy ogródka z ulicą. Nie zrobiłam dzisiaj nic pożytecznego. Może jutro będzie lepiej.

1 komentarz:

  1. A właśnie, co do Ryszarda w sypialni - czytałem wczoraj, że koty też łapią koronawirusa, zwłaszcza te, które mają w zwyczaju wylegiwać się w łóżkach dwunożnych domowników.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.