Coś niby 28°C. Źle mi się spało, duchota i słabość. Odzwyczaiłam się od natrętnie gorącej pogody. Za to jest woda w kranie, być może nawet na stałe ;)
Kochany zrobił dla nas na śniadanie kalafiora w beszamelu i odwiózł mnie do pracy. Zadzwonił też w kociej sprawie do Marksistki. Gdy wróciłam z pracy, mieliśmy potwierdzenie: Marksistka i jej chomik przyjadą do nas w sierpniu w charakterze Rysiowych opiekunów. Jesteśmy oczywiście bardzo zadowoleni. Rezerwacji hoteliku jeszcze nie zwalniam, poza tym cieszę się rozsądnie, nauczona kilkoma lockdownami (w marcu zeszłego rok Ma&De były już zaklepane na opiekunki, i jak wiadomo, było z tego jajco).
W pracy krótko, jeszcze krócej. Wróciłam autobusem, zjadłam obiad i poszliśmy z Fredem na spacer z lodami. Po piątej słońce nadal opalało parząc ramiona. Potem Kochany zaczął się przygotowywać do wyjazdu na Dublin.
Jestem zafascynowana kwiatami łąkowymi w naszym ogródku przed domem. Choć nie są od kilku dni podlewane, nad ranem skrapla się na nich rosa. Skład kwitnącego towarzystwa jest na bogato: ciemnoróżowe malwy, nagietki, chabry, kosmaty ogórecznik, kąkol i kilka innych maleństw, których nie potrafię nazwać.
Fred wyjechał do pracy, gdy drzemałam po spacerze. Tak pięknie jest wieczorem na zewnątrz, wiatr ucichł prawie zupełnie, lato dojrzało. Przy kolacji Death and Dreams (2003), kolejny odcinek z panem Pokrzywą (soł, soł, za dużo zaburzeń). A u męża zmiana też raczej krótka, jedzie już do domu.
A pensja jest uzależniona od ilości godzin w robocie?
OdpowiedzUsuńPolskie pytanie.
UsuńI tak, i nie ;)
Przecież nie spytałem ile zarabiasz :D
Usuń(jakby nie było uzależnione, to z krótszego pracowania można by się było tylko cieszyć)
Ja się ogólnie cieszę, taki mam deficyt ;)
UsuńCudze finanse to nie jest tutaj (w Irlandii) temat na small talk.