I cóż, pięknie. Oczywiście była inspekcja samochodu Majka. Fred pojechał do rybnego kupić morszczuka na obiad. Przed lunchem stojąc w słońcu zjedliśmy z Anną lody w wafelkach. Potem pogadanka z Anne, o kotach i życiu (biało-ruda koteczka, którą jakiś czas temu widziałam w naszym ogrodzie, ma na imię Amber i jest mamą Bána). Poobiednia nasiadówka z Anną w ogródku.
Mam już plan pracy na następny tydzień, mniej godzin, mam nadzieję, że będzie miło. Pogoda dopisuje do końca dnia.



Przy okazji wiemy, dlaczego kotu Ryszardowi tak zależy na naszej obecności w ogródku: DODATKOWY CIEŃ, KTÓRY GADA, to lepsze niż latający słój, który mówi.
OdpowiedzUsuńTo jest interesujące, że Ryszard lubi ludzką obecność i dobrze mu się śpi podczas człowieczych dyskusji :)
UsuńTeż bym się najchętniej tak rozciągnął gdzieś w cieniu.
OdpowiedzUsuńI co Cię powstrzymuje? ;)
UsuńBrak własnego ogrodu z ustronnym, a zacienionym kawałkiem trawnika.
UsuńAkurat ta część nie jest ustronna, widzą nas i Ryszarda wszyscy przechodzący sasiedzi.
Usuń