Kot-hedonista od rana przepowiadał deszczową pogodę jedząc kilka dokładek na śniadanie i zalegając w sypialni. Faktycznie zdążyłam tylko wyprać i lekko podsuszyć koronkową bieliznę, a już padało, gdy wyjeżdżaliśmy około południa na shopping do miasta (TK Maxx i zakup letnich spodni Columbia do chodzenia po górach, Costa i kawa w ogródku) i wiatr zamienił się z ciszą na miejsca. Poza tą wędrówką praktyczną, dzień zupełnie domowy, a z malowania drzwi nici. Seks, drzemeczka, Fred gotuje dla nas spaghetti na wieczór. Z niechęcią myślę o poniedziałku, naprawdę nie chce mi się zaczynać nowego tygodnia pełnego niewiadomych i spodziewanej papierologii.
Mnie poniedziałek też zniechęca, bo ma przynieść kolejną falę upałów. W weekend trochę odsapnąłem przy 24 stopniach.
OdpowiedzUsuńWiem, że na Dolnym Śląsku też nie najlepiej, podobno cały czas stan naokołoburzowy.
Usuń