Się. To właśnie robię przez cały dzień. Poza projektem "pierwsze pranie" (ostrożnie uprałam wszystkie letnie bluzki, które nosiłam po raz pierwszy i których twórcy nalegają na pralnię chemiczną), nie działo się nic ciekawego. Fred pojechał do pracy wcześnie rano i wrócił pod wieczór z zakupami. Obejrzałam Painted in Blood (2003), czy to tylko moje subiektywne wrażenie, czy szósty sezon MM nie był najlepszy? Może wrażenie. Snuję się; w środku, bo poza spacerem do ogródka praktycznie nie wychodzę z domu. Kasuję wiadomość tekstową z nieznanego numeru (ciągle tu ostrzegają przed nowymi przekrętami na rzekomy telefon z departamentu opieki społecznej), a potem się okazuje, że to Luiza. Kostka, która dokuczała jej od ponad tygodnia, na rentgenie wyszła jako złamana. To komplikuje kwestie pracownicze, trochę, ale nie chce mi się o tym dzisiaj myśleć. Przekładam wszystko na ávrio, kiedy hormony, które spadły mi na pysk, podskoczą w górę. A męża to mam jak złoto, kupił mi podpaski, moje ulubione czipsy kukurydziane i pepsi do obiadu, wszystko czego trzeba kobiecie w kryzysie. Nadludzkim wysiłkiem muszę zwlec się z krzesła, i albo zrobić następną herbatę, albo umyć zęby. Jeśli teraz zrobię herbatę, to i tak trzeba będzie umyć zęby, więc ... dam spokój herbacie i umyję zęby. Reszta ávrio.
Wyraźny brak określenia wyniku eksperymentu pralniczego, rozkłada szeroki wachlarz interpretacji.
OdpowiedzUsuńDobry plus.
UsuńPrałaś ręcznie?
OdpowiedzUsuń