Strony

wtorek, 20 lipca 2021

581. Uisce.

W pracy rozpoczęto nowy program, byłam trochę w Centrum, trochę na siłowni. Poznałam Dżona, Kejti i Alexa, a z prowadzących Wydziaranego Pola. Grupa rokuje, szczególnie Dżon. To jest o tyle ważne, że zaskoczono mnie propozycją tutoringu od następnego tygodnia. I się cieszę, i stresuję, choć to drugie skutecznie wypiera wkurw związany z kolejnym dniem bez bieżącej wody. Z Kochanym rozminęliśmy się, bo on nocą wrócił z Letterkenny, żeby po krótkim śnie i zniechęceniu garami kisnącymi w zlewie polecieć na Limerick, a ja przed ósmą autobusem do wspomnianej wcześniej nowej roboty (to ta sama praca, tylko robota inna), przedtem zagadałam do pochrapującego Freda, że mu z portfela wyjmuję 20 jurków (na co przez sen się zgodził).

W mieście na trawnikach biały korzuszek z (chyba) topolowych nasion. Dzień był na tyle gorący (25°C z odczuciem powyżej), że dzisiaj wydarzyła się inauguracja moich spodni w Boską Komedię. Wróciłam do domu, poplotkowałam z sąsiadkami (o wodzie), nakarmiłam kota, zrobiłam obiad. Nic innego nie idzie, nie mogę pracować, oglądać, czytać, nie myślę, czekam na wodę. Muszę się umyć.

8 komentarzy:

  1. A nikt we wsi nie ma studni, z której można by przynieść choć wiadro wody? A beczki na deszczówkę? Nie macie takiej w ogrodzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiesz. Nie interesuje mnie studnia i beczka na deszczówkę. Całe życie mieszkam na wsi (w tym dzieciństwo w latach 80-tych), moi pradziadowie byli chłopami pańszczyźnianymi. Nie dla mnie mnie beczka na deszczówkę, nie mam zamiaru sobie "radzić", cofać się do "lepszej" przeszłości. Jest XXI wiek. Czekam na wodę w kranie i prysznic.

      (oczywiście umyłam się, jak mogłam, ale warunki pańszczyźniane to dla mnie ohydztwo, kiła, mogiła, trup).

      Usuń
    2. Faktycznie, nie rozumiem. Jest awaria wody no to trudno, człowiek sobie jakoś radzi, bo z samego czekania nic nie wyniknie.

      Usuń
    3. Z postu nie wynika, że sobie nie radzę. Po prostu minimum z minimum, nie mam zamiaru urządzać się w dupie (i czerpać z tego dumy).

      Usuń
    4. Przecież nie masz żadnego wpływu na to, czy woda w kranie jest, czy nie. Nawet gdybyś się wyprowadziła do innej miejscowości przecież nie ma gwarancji, że tam się podobne wypadki z brakiem ciśnienia w wodociągach nie powtórzą :) No chyba, ze poszukasz posiadłości z własną przydomowa studnia. Ale to już by było urządzanie się w dupie :P

      Usuń
    5. Z postu nie wynika także, jakobym miała wpływ na to czy woda w kranie jest, czy nie (już prędzej społeczność bywa taką grupą nacisku).

      Urządzanie się w dupie to m.in wybranie z wszystkich rozwiązań tego, które jest najtrudniejsze, najbardziej pracochłonne i specjalizacja w nim. Domy z własną studnią są fajne (pod warunkiem, że ktoś nie próbuje komuś innemu zorganizować czasu, każąc mu donosić z niej wodę :)).

      Usuń
    6. To chyba inaczej rozumiemy termin "urządzanie się w dupie". Dla mnie to zwykle dostosowywanie się do niekomfortowej, nieciekawej sytuacji bez próby zmiany na lepsze.

      Usuń
    7. Tak może być. Choć skurat podajesz definicję zgodną z tym, co wcześniej napisałam. :)

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.