W pracy rozpoczęto nowy program, byłam trochę w Centrum, trochę na siłowni. Poznałam Dżona, Kejti i Alexa, a z prowadzących Wydziaranego Pola. Grupa rokuje, szczególnie Dżon. To jest o tyle ważne, że zaskoczono mnie propozycją tutoringu od następnego tygodnia. I się cieszę, i stresuję, choć to drugie skutecznie wypiera wkurw związany z kolejnym dniem bez bieżącej wody. Z Kochanym rozminęliśmy się, bo on nocą wrócił z Letterkenny, żeby po krótkim śnie i zniechęceniu garami kisnącymi w zlewie polecieć na Limerick, a ja przed ósmą autobusem do wspomnianej wcześniej nowej roboty (to ta sama praca, tylko robota inna), przedtem zagadałam do pochrapującego Freda, że mu z portfela wyjmuję 20 jurków (na co przez sen się zgodził).
W mieście na trawnikach biały korzuszek z (chyba) topolowych nasion. Dzień był na tyle gorący (25°C z odczuciem powyżej), że dzisiaj wydarzyła się inauguracja moich spodni w Boską Komedię. Wróciłam do domu, poplotkowałam z sąsiadkami (o wodzie), nakarmiłam kota, zrobiłam obiad. Nic innego nie idzie, nie mogę pracować, oglądać, czytać, nie myślę, czekam na wodę. Muszę się umyć.
A nikt we wsi nie ma studni, z której można by przynieść choć wiadro wody? A beczki na deszczówkę? Nie macie takiej w ogrodzie?
OdpowiedzUsuńNie rozumiesz. Nie interesuje mnie studnia i beczka na deszczówkę. Całe życie mieszkam na wsi (w tym dzieciństwo w latach 80-tych), moi pradziadowie byli chłopami pańszczyźnianymi. Nie dla mnie mnie beczka na deszczówkę, nie mam zamiaru sobie "radzić", cofać się do "lepszej" przeszłości. Jest XXI wiek. Czekam na wodę w kranie i prysznic.
Usuń(oczywiście umyłam się, jak mogłam, ale warunki pańszczyźniane to dla mnie ohydztwo, kiła, mogiła, trup).
Faktycznie, nie rozumiem. Jest awaria wody no to trudno, człowiek sobie jakoś radzi, bo z samego czekania nic nie wyniknie.
UsuńZ postu nie wynika, że sobie nie radzę. Po prostu minimum z minimum, nie mam zamiaru urządzać się w dupie (i czerpać z tego dumy).
UsuńPrzecież nie masz żadnego wpływu na to, czy woda w kranie jest, czy nie. Nawet gdybyś się wyprowadziła do innej miejscowości przecież nie ma gwarancji, że tam się podobne wypadki z brakiem ciśnienia w wodociągach nie powtórzą :) No chyba, ze poszukasz posiadłości z własną przydomowa studnia. Ale to już by było urządzanie się w dupie :P
UsuńZ postu nie wynika także, jakobym miała wpływ na to czy woda w kranie jest, czy nie (już prędzej społeczność bywa taką grupą nacisku).
UsuńUrządzanie się w dupie to m.in wybranie z wszystkich rozwiązań tego, które jest najtrudniejsze, najbardziej pracochłonne i specjalizacja w nim. Domy z własną studnią są fajne (pod warunkiem, że ktoś nie próbuje komuś innemu zorganizować czasu, każąc mu donosić z niej wodę :)).
To chyba inaczej rozumiemy termin "urządzanie się w dupie". Dla mnie to zwykle dostosowywanie się do niekomfortowej, nieciekawej sytuacji bez próby zmiany na lepsze.
UsuńTak może być. Choć skurat podajesz definicję zgodną z tym, co wcześniej napisałam. :)
Usuń