Cały dzień szary i ciepły, od czasu do czasu ciapnie jakiś deszczyk. Drugą część pracy spędziłam na siłowni (bardzo jestem zadowolona), więc gdy skończyłam, miałam blisko do Costy. Posiedziałam chwilę na zewnątrz przy kawie i millionaire's shortbread (faktycznie od wczoraj, jeśli mamy ochotę na konsumpcję w środku, jest obowiązek posiadania dowodu szczepienia na covid-19). Po chwili, przy stoliku po drugiej stronie drzwi usiadł pan Large Americano i zapalił papieroska.
W czasie rozmowy z mamą pokazałam jej całą drogę z miasta do naszej wsi. W domu pustki, kot godzinami siedzi na zewnętrznym parapecie kuchennym, bo krzaczory na dole już za mokre, żeby się wylegiwać. Fred od popołudnia w Ballinie, pokazał mi w kamerze swoje diabelskie kudełki.
Odpoczywam sobie psychicznie przy odmóżdżaczu MM, A Tale of Two Hamlets (2003), choć przecież nie tyle się denerwowałam, co od kilku dni miałam stale lekko podwyższone napięcie. Jak już wyraziłam, bardzo jestem zadowolona, tak zwyczajnie. Fajnie jest robić to, do czego się człowiek nadaje.
Aha, segregacja. Ciekawe, czy u nas też się na coś podobnego zdecydują.
OdpowiedzUsuńW Polsce? W Polsce Narodowej 10-latek może kupić piwo, ojcu oczywiście, gdyż nie ma segregacji i jest uczciwość.
Usuń:E