Wyciąg kuchenny zdecydował się dzisiaj działać. Odkryłam to przypalając słoninkę pod łazanki z polskiego sklepu. Bardzo dobrze :)
Dzień był słoneczny i przewiewający do kości. Kochany musiał wstać po piątej, zresztą nie spał dobrze. Co innego ja i kot. I prawdę mówiąc przebimbałam dzień podobnie jak Ryszard, tylko rano trochę wysiliłam mózgownicę, żeby dziewczynom z uczelni podesłać kolejne streszczenie prostego badania, a potem to laba. Kot wyłaził za mną na dwór żądając, żebym natychmiast wracała z ogródka, bo on chce spać (na chwilę wpadła do nas zaniepokojona Anna, była przekonana, że nikogo u nas nie ma i ktoś obcy szpera w szopce na tyłach).
Rodzice mieli dzisiaj trzecie szczepienie przeciw covidowi, wrócili do domu w dobrych nastrojach. Zadzwoniłam, żeby zapytać jak się czują, ale też pogadać o genealogii, bo na stronie IPN-u straty.pl znalazłam dane obydwu moich dziadków i babci Frani. Tak więc znowu duchy mnie pochłonęły.
Kochany wrócił z poślizgiem zły na korki uliczne spowodowane rozkręcającym się świątecznym szaleństwem. Zjadł obiadek, dobił to całym opakowaniem ośmiorniczek i wcześnie poszedł spać, chociaż najchętniej słuchałby do późna Toma Waitsa, co jest dla mnie zupełnie zrozumiałe.
Szukałem kiedyś na tej stronie informacji o swojej rodzinie (starszy brat dziadka walczył we wrześniu i gdzieś zginał, możliwe, że pod Modlinem) ale nic nie znalazłem.
OdpowiedzUsuńMłodszy brat pradziadka zginął w Auschwitz, ale poza babcią Manią wszyscy moi dziadkowie byli na robotach przymusowych, w związku z tym dostali odszkodowania i pewnie dlatego łatwo było ich wciągnąć na listę (są oficjalne dokumenty).
UsuńPewnie dlatego. Chociaż moja babka ma uprawnienia kombatanckie, ale w serwisie IPN-u (indeks represjonowani na wschodzie) jej danych nie ma.
Usuń