Synogarlic, które odważnie przylatują do stołówki, było pięć. Gawron robił test wytrzymałości wróblego karmnika. Oglądałam ten spektakl rozmawiając jednocześnie z tatą. Mruczysław nadal jest w ciężkim stanie, człowiek już dawno miałby dosyć.
Fred wybrał się rano do nowego mechanika i trochę mu zeszło poza domem. Po drodze kupił dwa świeczniki, jeden mały Orly Kiely (dla nas) i duży, w kształcie dziewczynki trzymającej latarenkę (dla Anny). Prezent daliśmy Annie przed wyjazdem do przyjaciół.
Pierwszogrudniowy wieczór u Ka&Jot był bardzo sympatyczny, przy bezie rozmawialiśmy o śmierci, miałam na sobie sweter z Donegalu i pachniałam owcą. Ka wybrał z przywiezionych przez nas filmów Boże ciało (2019), fabułę o tym, że ludzie potrzebują terapii, naprawdę dobry kawałek polskiego kina. Rozmawialiśmy o nim jeszcze po seansie pomimo tego, że zarówno Fred jak i Ka jutro dzisiaj wcześnie wstają. Dostaliśmy też prezent kupiony na Gran Canarii, ręcznie malowany ceramiczny pojemniczek na coś.
Do domu wchodzimy kilka minut po północy. Nad głowami gwiazdozbiór Oriona.
Aha, synogarlic... Rysio pewnie się cieszy :D
OdpowiedzUsuńJa w nocy obejrzałem wyjątkowo filmową nowość "Psie pazury" (The Power of the Dog. 2021) Jane Campion, która postanowiła nakręcić jeszcze raz "Fortepian", tym razem przenosząc akcję na odludzia Montany w lata dwudzieste XX wieku.
Jest zachwycony :D
UsuńO nowym filmie Campion nawet nie słyszałam, zapuszczona kulturalnie jestem na tej wiosze ;)
Nie neguję. Bo samym filmie mogłaś była jednak coś słyszeć - Campion dostał za niego Srebrnego Lwa w Wenecji.
UsuńAle się nie przejmuj za bardzo, mnie na mojej mazurskiej prowincji też ta informacja jakoś umkła :D