No może niedokładnie, ale jednak:
Wyniki testu MyHeritage ubawiły mnie z samego rana, zanim jeszcze zdołałam porozmawiać z panią z sanepidu. The powers that be przychylili się do mojej sugestii jak rozwiązać sytuację. Odniosłam wrażenie, że nikt nie rozumie o co chodzi w przepisach, i wcale się nie dziwię, ponieważ też poczytałam kilka ostatnich, koślawo napisanych rozporządzeń. Na tę chwilę: lecę. Odprawiłam się już i wypełniłam papiery, żeby jutro jeszcze trochę porobić nic.
Jem (np. rosół i pampuchy z sokiem jagodowym na ciepło) i zalegam na kanapie (gdybym tak działała dłużej, dodatkowe pięć kg na wadze jak nic). Oglądam Poirot oczywiście, Zagadkę błękitnego expressu (2007), którą pamiętam z lutego, a wieczorem Niewiarygodną kradzież z pierwszego sezonu, 1.8. Wczoraj zaczęłam czytać zbiór opowiadań 9 wigilii (Świat Książki, 2007). Po dwóch pierwszych propozycjach mogę stwierdzić, że historie nie porywają, może dokończę ... za rok o tej porze? Dzisiaj odrobinę pochłonęła mnie genealogia, poza tym mierzę się z pomysłem, czy warto upychać w walizce spasłe wydanie Tristrama Shandy'ego (Prószyński, 1995). Faust mnie bardzo rozpuścił, klasyki mi się chce.
___
edit 23:15 Kochany zapytał o swoje wyniki DNA, więc sprawdziłam i okazało się, że też już są gotowe. Mój Bałt ;). MyHeritage sugeruje też, że jesteśmy dalekimi kuzynami, co mnie prawie wcale nie dziwi ;)
Na dobrą sprawę wszyscy jesteśmy dalekimi kuzynami :)
OdpowiedzUsuńTo z pewnością :), natomiast MyHeritage pozwala wykryć takie pokrewieństwo, które jeszcze da się prześledzić, bo do 300 lat wstecz.
Usuń