Większość drogi do morza było pod słońce, lazłam mrużąc się i gratulując sobie pomysłu. Naprawdę niewiele osób było tu w niedzielne południe, zastanawiam się, co mogli mieć lepszego do roboty. Przypływ właśnie zbliżał się do szczytu, znalazłam kraba wielkości paprocha, który doczekał żywy do wysokiej fali.
Fred nie musiał się zrywać wcześnie, bo dzisiaj pracował w Drołdzie, mimo wszystko jednak ... Kochany gdzieś tam, znowu pokazuje mi kwiatek na swoim flat white. Po spacerze miałam trzy zajęcia online z rozwoju człowieka i różnic indywidualnych, zeszło aż do powrotu męża z pracy (przy dłuższej przerwie umyłam włosy pod prysznicem i najchętniej zawinęłabym się już w kokon szlafroka, gdybym nie miała zwyczaju pokazywania prowadzącym swojej facjaty w kamerze). Kochany zrobił więc obiad, gdy kończyłam posiedzenie. Przypomniałam się Aś, może spotkamy się w przyszły weekend. Bo ten kończy się nagle, idziemy spać jak emeryci.
Normalnie jak Sokole Oko :D (ja bym takiego nie wypatrzył)
OdpowiedzUsuńGdybym była mewą ;D ... mam zwyczaj wypatrywania rzeczy, na plaży np. gapię się na kamyki i inne zjawiska, ten mały schował się pod muszlą, którą trąciłam. Sprytek.
UsuńKamyczki to lubię zbierać na plaży i gdziekolwiek jestem na wycieczce, ale potem zastanawiam się, kto to będzie dźwigał. Gdy ostatnim razem byłam nad morzem też przywiozłam kamyki. Jeden płaski jest podstawką pod lamę.
UsuńJa chowam po kieszeniach. W kieszeniach mam skarby pięciolatki.
UsuńNo nie wiem, czy dałoby się w kieszeniach nosić kilka kilogramów kamyków
UsuńA no tak, jestem bardziej wybredna widocznie w kwestiach kamykowych ;)
Usuń